Zasnęłam szybko. Nie było też kłopotu z położeniem spać Małego. Po prostu go położyłam i powiedziałam "dobranoc" i zasnął. Też był pewnie umęczony, tylko grał twardziela.
Szybko jeszcze wykonałam niezbędne telefony do wszystkich zainteresowanych, że jestem na miejscu cała i zdrowa.
 |
| wszechobecna żaba |
Czas spędzaliśmy dużo spacerując. Uwielbiam spacery. Cel podróży był zawsze ten sam: z rana Góra Parkowa, po południu obiad, do wieczora na deptaku. Na Górę Parkową wchodziliśmy różnymi ścieżkami, ale w końcu ja wybrałam sobie samotną ścieżkę dla rowerzystów. Pchanie wózka po wystających korzeniach drzew bądź wielkich kamieniach wystających z ziemi szybko mi się znudziło.
 |
| jaszczurka Krynicka (została wypuszczona na wolność) |
Idąc drogą a płyt, podziwiałam malownicze widoki. Raz nawet zastanawiałam się, jak bym się zachowała, gdybym spotkała na swojej drodze niedźwiedzia. Szybko jednak przywołałam się do porządku: przecież niedźwiedzie nie żyją w tak małych laskach jak ten, przez który szłam. Wokół pełno było malutkich zwierzątek, bardzo dużo jaszczurek, żab i innych gadów. Jedna droga prowadziła też obok stawu rybnego, gdzie pływały sobie również śmieszne i przyjazne kaczuszki. Oprócz tej drogi utwardzonej, wszystkie drogi tworzyły spiralę prowadzącą wprost na szczyt góry bądź do jej podnóża. Schodziłam prawie wszystkimi dróżkami pomijając tylko te, które prowadziły przez krzaki i las bez wyznaczonej dla turystów drogi.
Idąc do góry mijałam także źródełko miłości. Miałam pewne opory, by się z niego napić, głównie dlatego że po ostatnich opijaniach się wodą źródlaną (incydent z dnia poprzedniego) mój żołądek przeżywał rozstrój. W końcu jednak zwyciężyła chęć poznania smaku takiego miłosnego napoju. Woda smakowała jak każda inna, trochę bardziej żelazowa i mocno orzeźwiająca, na upał w sam raz. Napełniłam małą butelkę i poszłam dalej na górę. Od źródełka do szczytu nie było już wiele drogi.
 |
| widok z Góry Parkowej |
Ze szczytu zachwycałam się pięknym widokiem Karpat. Sama nie wiem, czemu nie lubiłam nigdy gór. Właściwie jedyny mankament jest taki, że woda w strumieniach jest lodowata i żeby się wykąpać w lecie, trzeba korzystać raczej z basenów. Poza tym same plusy: jest gdzie chodzić na spacery, gdzie tracić kilogramy (wprawdzie te jakoś mnie ostatnio bardzo lubią i rozstać się nie chcą). Na pewno ciało natomiast jest po takich spacerach jędrniejsze. Zamiast kremów wyszczuplający i na cellulit polecam takie codzienne spacery na górę Parkową na przykład.
Dzieciaki szalały na górze, Mały miał wreszcie, gdzie biegać bez obaw o sąsiadkę, której tupanie notorycznie przeszkadza, co daje nam odczuć regularnie nas odwiedzając bądź pukając w sufit jakimś kijem od szczotki (pani w ogóle z tych lubiących pukać często i gdzie się da).
Ja z koleżanką Z plotkowałyśmy o głupotach albo pogrążałyśmy się w lekturze. Ja czytałam "Diabeł ubiera się u Prady" , ona coś z serii "Arabska księżniczka". Tak mijał nam czas do południa.
W okolicach godziny czternastej leniwie zbierałyśmy się na obiad do restauracji "Gawra". Zwykle jadaliśmy tam, żeby nadmiernie nie rujnować naszego skromnego budżetu. Codziennie zjadałam kotlet schabowy plus sałatki dwa albo trzy rodzaje i jakiś dodatek (pół porcji), żeby najeść się do syta. Codziennie wydatek 15-17 zł. Porcja oczywiście szła między mnie a Małego i on swoją "połówkę" zjadał całą bez ociągania, za to wcale nie elegancko.
 |
| malownicza alejka przy pijalni Jana |
Po obiedzie szliśmy do miasta. Zwykle na deser. Ja nie jadłam. Obiecałam sobie wytrwać w diecie, ale pod sam koniec zgubiły mnie oscypki, które zjadałam jako deser po obiedzie zamiast gofrów, rurek z kremem bądź lodów włoskich. Mały często przysypiał jeszcze na jakieś 15-20 minut, jeśli nie wyspał się w drodze na górę Parkową. Jeśli spał przynajmniej godzinę, to biegał z dzieciakami albo pełnił rolę pasażera rikszy, którą był wózek pchany przez któreś z dzieciaków Z.
Do domu wracaliśmy około 17-tej, czasem 18-tej. Akurat by zjeść kolację i wziąć prysznic i jeszcze trochę dać czasu dzieciakom do całkowitego padnięcia na noc. Ze spaniem dzieci problemu nie było żadnego. Mały szedł spać potulnie bez jęków ani płaczu. Byłam naprawdę pod dużym wrażeniem jego dorosłości i dzielności. W końcu to obce miejsce. Jak Młoda była w jego wieku, to nie szła tak chętnie spać w obcym miejscu. trzeba było mocno się nagimnastykować, żeby zasnęła.
Kiedy dzieci poszły spać, gawędziłyśmy sobie we dwie, wykonując jednocześnie należne telefony do naszych mężów. W ogóle często rozmawiałyśmy z mężami na wyjeździe.
Ja odkryłam jednak, że za moim bardzo tęsknię; to był pierwszy raz, kiedy rozstaliśmy się na tak długo. Rekompensatą jednak jego braku był mój wypoczynek psychiczny od szumu, który pozostawiłam samego sobie w Warszawie.
 |
| droga na górę parkową |
 |
| droga rowerowa na górę parkową |
 |
| drogowskaz do źródełka |
 |
| droga do źródełka miłości (jak widać nie prosto jest tę miłość dostać :)) |
 |
| podnóże Góry Parkowej i jednocześnie (stromy dość) początek szlaku dla rowerów |
polski tor saneczkowy (podobny czynny zimą!)
 |
| zwyczajowe widoki na deptaku |
 |
| widok z okna (mieszkaliśmy u podnóża Góry Parkowej) |
Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)