PRZEGLADAJĄC SIĘ W OBCYM LUSTRZE - MAŁA CZARNA NA DWIE PSEUDOOKAZJE

JESIEŃ

Budzik zadzwonił o szóstej trzydzieści. Leniwym ruchem włączyła drzemkę.
- Poczeka do siódmej - pomyślała w półśnie jeszcze. I tak było. O siódmej budzik zadzwonił znowu. Tym razem wstała, wypiła kawę (jej dieta w owych czasach stała się dużo uboższa, nie przez brak finansów bynajmniej) i zaczęła przygotowywać się do wyjścia do pracy.
Ten okres w jej życiu wspomina najgorzej. Żadnego czasu dla siebie, żadnego szacunku do siebie. Żadnego proszę ani dziękuję, zero życia towarzyskiego. Nic tylko pustka i ciągła bieganina; Za wszystkim, za marne pieniądze. Zazdrościła innym, ale musiała z czegoś żyć, a praca w dużej korporacji dawała jej w miarę pewną posadę.

Założyła białą bluzkę z żabotem i do niej ołówkową spódnicę za kolana z "bieliźniarskiej" bawełny. Tak nazywała prążkowaną tkaninę, z której zwykle robiono podkoszulki, czasem figi i tę spódnicę. Plusem było to, że się ją wygodnie nosiło. Minusem - że nie można jej było założyć na elegancki bankiet, ale tego dnia okazała się być jedną z najpraktyczniejszych rzeczy w jej garderobie.

W pośpiechu już zakładała buty i wybiegła na przystanek. W pracy była jak zwykle ciut za wcześnie, ale była tak zawsze, więc nie robiło to na nikim wrażenia.

Nagle z pokoju wyszedł jej szef i kazał przyjść punktualnie o dziesiątej.
- Czy powinnam przyjść punktualnie, chwilę przed czy po? - zapytała koleżankę siedzącą obok.
- Ja bym przyszła wcześniej - odpowiedziała.
- No tak, ale on kazał mi przyjść punktualnie.
- No, czyli masz się nie spóźnić - zaśmiała się współrozmówczyni.
- Przyjdę na punkt dziesiątą, mam to gdzieś - Magda wzruszyła ramionami.
- No to po co się nie mnie w ogóle o coś pytasz?
- Bo chcę mieć różne punkty widzenia na tę samą sytuację - zaśmiała się.

O dziesiątej była pod gabinetem. W momencie, kiedy miała do niego wchodzić rozległ się dźwięk jej komórki.
- Dziś jest pogrzeb, o dwunastej.
- Dziś? Czemu nikt mnie nie poinformował wcześniej?
- Próbowaliśmy, nie odbierałaś, miałaś oddzwonić, nie oddzwaniałaś. Będziesz?
- Na pewno.

Oczywiście wzrok szefa był piorunujący. W jego obecności bez cienia skruchy odebrała telefon i jeszcze śmiała z kimś rozmawiać przez niego. Rozmowa także do miłych nie należała. Miała pracować więcej i to począwszy od dnia dzisiejszego.
- Dziś nie mogę, zaraz wychodzę.
- Jak to wychodzisz?
- Mam ważną sprawę i nie może mnie zabraknąć w miejscu, do którego się udaję.
- Czy wiesz, że jak stąd wyjdziesz, to może nie być powrotu?
- A myślisz, że na moje miejsce jest tylu chętnych? Jak kogoś znajdziesz w ciągu dzisiejszego dnia, to złożę sama rezygnację. A tymczasem... - podała rękę i wyszła.
Była pełna podziwu sama dla siebie, że postawiła się temu bałwanowi, który wykorzystywał jej czas wolny i jej koleżanek, żeby samemu nie odwalać brudnej roboty i by tuszować to, że prowadzi podwójne, a czasem poczwórne życie.

Teraz miała godzinę i trzydzieści minut, by dojechał na pogrzeb, a wcześniej jakoś na niego się ubrać. Płaszcz czarny i buty miała, no i spódnicę. Siadła w korporacyjnej ubikacji na podłodze i zaczęła płakać. Gdyby Paweł tu był, na pewno by jej pomógł, zaśmiał by się, pożartował, a jego nie ma. Odszedł, odszedł na zawsze. Nagle doszły do niej jakieś emocje. Po latach ogłupiającej pracy i przezroczystych osób, poczuła prawdziwą siebie, poczuła uczucia. To nic, że złe, ale są. To znaczy, że ona żyje, że jest, że istnieje, nie tylko egzystuje.

Zdjęła białą bluzkę, spódnicę podciągnęła wyżej i zrobiła z niej sukienkę. Pas spódnicy zatuszowała wpiętym kwiatem, który znalazła w jakimś nędznym wazonie, agrafkę też nawet bez trudu "wypożyczyła" od pani z serwisu sprzątającego (- ileż ta kobieta rzeczy nosi przy sobie!). Założyła płaszcz, żeby zakryć odkryte zupełnie ramiona, nie będzie go zdejmować. Jest jesień i idzie tylko do Kościoła i na pogrzeb. Stypę sobie daruje, zresztą co tu świętować. Wyglądała stosownie, otarła łzy i wsiadła do taksówki.

Do domu dotarła wieczorem. Rozebrała się, wykąpała i poszła spać wcześniej nastawiając budzik. Wszystko po to, by następnego dnia znów wejść w swój przezroczysty uniform i udawać, że świat w korporacji jest jedynym , który tak naprawdę istnieje i dla którego warto żyć. Zanim jednak zasnęła - sprawdziła telefon. Tak jak przypuszczała - nikogo na jej miejsce nie znalazł.

Komentarze