PRZEGLĄDAJĄC SIĘ W OBCYM LUSTRZE - SZALIK Z WŁÓCZKI

LATO

Magda zaczęła pakować rzeczy do walizki zgodnie z listą. Napisała na niej nie tylko spis rzeczy potrzebnych na wyjazd, ale także możliwe zestawy ubraniowe na każdy dzień i porę.
- Ty naprawdę musisz wszystko tak precyzyjnie sobie planować? - zapytał ją kiedyś Paweł, jej przyjaciel.
- Tak, nie lubię niespodzianek, niespodziewanych prezentów bądź komplementów.
- Jesteś nienormalna - prychnął i odszedł na bok zapalając papierosa.

Tym razem jechała w podróż nie z Pawłem, który zwykle jej towarzyszył, a z Bartkiem. Wyjazd miał być romantyczną niespodzianką.
-Niespodzianka? - wrzasnął z niedowierzaniem Paweł
- Tak - Magda była zmieszana
- Nie poznaję koleżanki - zaśmiał się tym razem szyderczo.
- Daj spokój i pomóż mi odhaczać kolejne rzeczy. Przecież ślubu z nim nie biorę, a może będzie fajnie. - uśmiechnęła się do siebie w myślach, chociaż nie była co do tego przekonana. Chciała jednak wierzyć w to, że Bartek to królewicz z bajki.

Mieli tworzyć idealny, wolny związek. Jednak stanowczy charakter i sposób bycia Bartka zadecydowały inaczej. Czuła się odurzona jego osobą, jego miłością, jego nachalnością. Najpierw sprawiało jej to przyjemność, potem zaczęło męczyć.

Spakowane walizki czekały przy drzwiach, żeby z rana je tylko wziąć i wyjść. Magda lubiła mieć wszystko w jednym miejscu przed wyjazdem. Nie chciała niczego zapomnieć, a przede wszystkim biegać jak szalona pod domu w poszukiwaniu kolejnych potrzebnych rzeczy, które trzeba wziąć. Była fanką bagażu minimum - kosmetyki brała w małych pojemniczkach albo kupowała próbki, ubrania brała takie, żeby móc je dopasować w różne zestawy, co tym samym zmniejszało jej bagaż. Nie miała wielkiej torby z kosmetykami i dwóch kolejnych z ubraniami oraz butami, nie Magda.

Obudził ją dzwonek budzika nastawionego na nieprzyzwoicie wczesną godzinę, czyli czwartą trzydzieści.
- Przecież to noc jeszcze... Czy ja zwariowałam? Po co ja tak wcześnie nastawiłam budzik?
I już się chciała przekręcać na drugi bok, kiedy nagle oprzytomniała. Zerwała się na równe nogi. Pędem pobiegła do łazienki. Gdzieś pomiędzy zakładaniem jednej nogawki spodni a malowaniem oka - wstawiła ekspres do kawy, bo: - Będę spała idąc - tak sobie wmawiała. W końcu wypiła kawę, toaletę zakończyła nawet przed czasem i już chciała wychodzić, bo taksówka czekała, kiedy kawa dała jej perfidnie o sobie przypomnieć: - Cholera - zaklęła - jeszcze siku.

Wpadła na lotnisko jak burza,jakby jej samolot właśnie startował. Tymczasem była za wcześnie. Bartek też już był. - Na szczęście - pomyślała i pobiegła się z nim przywitać.
Padli sobie w ramiona. Sprawiali wrażenie osób, które spotkały się po co najmniej pół wieku.Długo się tak witali, a potem tylko trochę zwalniając uścisk miłosny - czekali na swoją przeprawę. Lot odbył się bez żadnych przygód, co Magdę akurat bardzo cieszyło.

Przyjechali taksówką do hotelu. Był to kameralny hotel, ale z ogromnym terenem wokół. Miało się wrażenie, że przyjeżdżają tu sławy, by schronić się przed wścibskimi paparazzi. Hotel miał oprócz basenów - prywatną osłoniętą i zagrodzoną plażę, własne spa, sklepy, dyskoteki oraz bary. Zmieścił się tam nawet kort tenisowy, siłownia wraz z salą fitness oraz mały wodospad z kawałkiem lasu. Hotel jako budynek miał dosłownie kilkanaście sypialni, za to urządzonych stylowo i bezpretensjonalnie.

Magda rzuciła walizkę i poszła zobaczyć widok z pokoju. Był cudowny, zapierał dech w piersiach. Powietrze także odurzało swoją czystością. - To miejsce świetne dla artystów - powiedziała do Bartka.
- Dlaczego - zapytał zdziwiony.
- Tutaj pomysły same wchodzą do głowy, nie ma potrzeby się wysilać. Serio, mówię Ci, zobaczysz, ja też coś wymyślę twórczego. - odwróciła się do niego, uśmiechnęła pogodnie i przytuliła mocno.

Dni mijały im leniwie, chodzili na długie spacery, rozmawiali przy świecach, sączyli wino bądź szampana, zajadali się przysmakami tamtejszej kuchni. Przedostatniego dnia Magda otworzyła walizkę, żeby spakować się na powrót. Robiąc miejsce na rzeczy, natknęła się na włóczkowy szalik. - Wariat - pomyślała. Dobrze wiedziała, kto jest zdolny do takich żartów. - Paweł, jak wrócę, to Cię zabiję - dodała już na głos.
- Co mówisz Kochanie? - zapytał Bartek
- A nic - odpowiedziała i postanowiła zrobić mu niespodziankę stylistyczną.Założyła wełniany, grubo tkany i długi szalik jako bluzkę zasłaniającą tylko piersi i krzyżującą się zarówno z przodu jak i z tyłu. Całość dopełniły zwykłe dżinsy oraz buty na koturnie.
- I jak? - wyszła poruszając się jakby chciała go zaprosić do wyuzdanych zabaw.
- Co Ty... Jak Ty.. Co Ty zrobiłaś... Jak Ty wyglądasz?
- Nie podoba Ci się? - spytała nieco zakłopotana, bo nie takiej reakcji się spodziewała.
- Na ulicę tak nie wyjdziesz! - wrzasnął prawie na nią.
- Nie zamierzałam. - wyszła z pokoju, zdjęła swoją niby bluzkę, ubrała obszerniejszy top, na który założyła żakiet z wywijanym rękawem do długości 3/4 i wróciła do domu nie zamieniając z Bartkiem już ani słowa.

To było jej pożegnanie.
- Następnym razem będę słuchała swoich przeczuć i nigdy przenigdy nie zgodzę się na żadne niespodzianki!

Komentarze