PRZEGLĄDAJĄC SIĘ W OBCYM LUSTRZE - RANDKA Z BLUZKĄ TYŁ NA PRZÓD

Długo mnie nie było, wiem. Musicie mi wybaczyć drodzy czytelnicy. Powodem mojej nieobecności było świętowanie pierwszego roku mojej oficjalnej działalności. Do tego doszła kolekcja "krzyżaków", wyjazdy i podboje zagranicznych rynków oraz notoryczny brak czasu. Niemniej jednak w mojej głowie pisał się kolejny rozdział Przeglądając się w obcym lustrze i perypetii Magdy. Poniżej wynik tych pomysłów.

ZIMA
Sylwester Magda postanowiła spędzić za granicami Polski. Chciała spędzić go i kilka dni po nim w jakimś urokliwym mieście. Namyślała się długo, aż w końcu uznała, że najlepszym miejscem, a przy tym ciekawym będzie Praga czeska. Omówiła pomysł z przyjaciółmi i po zaakceptowaniu przez nich jej pomysłu - zarezerwowała bilety lotnicze.

Tym razem pakowała się u koleżanki.
- Poradzisz mi, w czym mi dobrze, co mam wziąć? Kompletnie ostatnio jakoś niepoukładana jestem. Ta praca korporacyjna wypruwa ze mnie ostatnie flaki. Zupełnie nie potrafię się odnaleźć w normalnym, realnym świecie. Mam czasami wrażenie, że poza pracą - nic mnie już nie dotyczy. - żaliła się Magda.
- Wiesz... faktycznie ostatnio jakoś mniej czasu masz na wszystko i wszystkich. Karolina stwierdziła, że pewnie masz faceta, ale nikomu o tym nie mówisz - zaśmiała się Marzena.
- Przecież wiesz, że nie mam - fuknęła Magda.
- Ja wiem, ale inni nie wiedzą. A jak zniknęłaś z pola widzenia i nie dajesz znaku życia, to pozostało się im domyślać.
- Masz rację, ale odbijemy sobie w Pradze.
- Oby, to będzie niezapomniany Sylwester!
Wzniosły toast zieloną herbatą z cytryną i miodem. Na zewnątrz było zimno, więc chciały się rozgrzać zanim znów wyjdą z ogrzewanych czterech ścian.
- Magda, a w co się ubierzesz na tego Sylwka, tam?
- A nie wiem, właśnie po to przyjechałam do Ciebie. Liczyłam, że mi pomożesz. Mam taką sukienkę i ...taką ....aha i jeszcze tą...
- A nie bierzesz pod uwagę spodni?
- Nie. Powiedziałaś mi, że nie wyglądam w nich zbyt korzystnie, więc spodnie zostawiam tylko na podróż - pokazała Marzenie język dla żartów.
- No dobra, to zakładaj te kiecki, a ja w tym czasie ukroję nam warzywnej tarty, którą zrobiłam.
- A pamiętałaś, że ja nie lubię szpinaku?
- Tak, tak, pamiętałam - zaczęła kroić tartę.

Po długich za i przeciw w końcu zdecydowała się na zwiewną zieloną sukienkę uszytą z kilku bardzo delikatnych warstw tkaniny, odcinaną pod biustem z delikatnymi aplikacjami z kryształków. Do tego eleganckie sandałki na szpilce w kolorze szarym, srebrne dodatki i szaro-srebrny szal. Dodatków dużo nie było: tylko kolczyki, bo sukienka miała swoją biżuterię i nie można było jej przyćmić.

Sylwester w Pradze był udany. Okazało się, że Czesi są bardzo mili i świetnie się bawią. Wprawdzie zamawianie w restauracjach było dla niej udręką, bo powiedzenie: " Nikt nic nie wie - czeski film" pasowało tu idealnie. Zamówienie konkretnego dania oraz konkretnej ilości porcji czasem niemalże graniczyło z cudem. Za to bardzo chętnie nalewano piwa. Piwo było pyszne, każdy znalazłby coś dla siebie. I piło się jakoś przyjemniej niż w Polsce. Magda raczyła się Staropramenem. Piła jego dwa rodzaje: Světlý i Ležák.
W Sylwestra jednak wybrała kilka fajnych, kolorowych drinków. Kiedy wybiła północ - nad mostem Karola rozbłysły sztuczne ognie. Było jak w bajce. Zresztą cała Praga była bajkowa nie tylko w tę noc. Uliczki Starego Miasta były cudownie małe i pokręcone, a domy z góry wyglądały jakby można było przejść do sąsiada przez dach. Zresztą z dachów robione były niejednokrotnie malusieńkie tarasy. Starówka była bardzo dobrze zagospodarowana urbanistycznie; wszystkie kamienice były zwykle hotelami, biurami bądź sklepami. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie było problemów z infrastrukturą dla mieszkańców. Poza tym Czesi bardzo dbają o architekturę i jej dopasowanie do całego miasta. Raczej trudno dojrzeć tu było budynki nowoczesne obok zabytkowych kamieniczek. Magdę jednak najbardziej urzekły pamiątki. Były to wspaniałe rękodzieła, często robione przez artystów przy kliencie. Magda zachwycała się pięknymi obrazami, zdjęciami, ceramiką, szkłem, marionetkami, magnesami, torbami, a nawet zabawkami. Wszystko to mieściło się w małych sklepikach, które po zamknięciu wyglądały jak zwyczajne drzwi do kamienicy. Nie było nachalnych wystaw, ani sprzedawców. Miało się wrażenie, że artyści znają tutaj swoją wartość. No i sklepy z odzieżą, której w Polsce wciąż brak. Wchodząc na ulicę Pařížská czuła się jak w Nowym Jorku czy Mediolanie. Na parterach secesyjnych i modernistycznych kamienic podziwiała przeszklone wystawy światowej sławy marek, których pilnie strzegli ochroniarze. 

Kiedy tak rozmyślała o pięknie tego miasta siedząc nieopodal mostu Karola podszedł do niej On i zapytał banalnie:
- Myślisz o mnie?
- Cóż za arogancja - fuknęła
- Nie arogancja, tylko podobasz mi się. Zauważyłem, że jesteś sama, ale byłaś tak rozmarzona, że nie śmiałem Ci przeszkadzać, aż do tej chwili - uśmiechnął się serdecznie.
- Ok, czego chcesz?
- Zawsze tak miło traktujesz nieznajomych?
- Zawsze , kiedy mi przeszkadzają marzyć - ironiczny uśmieszek zakończył jej wypowiedź.
- To może sobie pójdę i pozwolę Ci dalej marzyć? - zapytał też ironicznie, bo już wiedział, że wpadł jej w oko.
- Nie, już za późno. Wszystko popsułeś, więc siadaj.
Zaczęli rozmawiać, niebywale dużo ich łączyło, co bardzo Magdę cieszyło, bo spodobał jej się Patrik. Umówili się w tym samym miejscu następnego dnia. To był ostatni dzień Magdy w Pradze, więc chciała się nim nacieszyć.
W hotelowym pokoju zaczęła nerwowo przymierzać wszystkie rzeczy  Miała fajne spodnie, ale wszystkie bluzki, jakie do nich mogła założyć nie były fajne. Były to typowe shirty na podróż.
- Jezu Chryste, jak poznałam jakiegoś w miarę faceta, to nie mam co założyć  - zaklęła jeszcze w duchu i... wpadła na pomysł.

Miała pomarańczowy rozpinany cieniutki akrylowy kardigan, który właściwie nazywać powinna raczej rozpinaną bluzką. Rozpięty nosiła zwykle jako dodatek "zasłaniający", zapiętego nie nosiła, bo wyglądała jak "stara babcia" (tak ją kiedyś określiła koleżanka). Poza tym zapięte na przodzie guziki rozchodziły się, co dawało nieestetyczne wrażenie. Wpadła jednak na pomysł, że zapnie bluzkę i założy ją tył na przód. Do górnego guzika przypięła olbrzymią kwiatową broszę i dla pewności zaszyła miejsca zapięte na guziki, żeby miała pewność, że nic jej się nie rozepnie. Przy dekolcie z tyłu i z przodu doszyła lamówkę zrobioną z paska od sportowej torby - wpasował się stylistyką w zamysł stroju. Założyła jasno brązowe spodnie, wygodne beżowe buty na niewielkim obcasie i morelowy płaszczyk do kolan. Była gotowa. Potem dziękowała w duchu, że kupiła taki ciepły płaszcz, bo ich randka była bardzo długim spacerem po urokliwej i czasem tajemniczej Pradze. Okazało się, że Patrik oprowadza wycieczki. Wchodzili w miejsca, które niewielu turystów zna, śmiali się, wykrzykiwali życzenia na moście Karola o północy, pili Staropramena i cieszyli każdą minutą, która im jeszcze pozostała.

- Będę Cię kojarzyła zawsze i na każdy dzień Świętego Patryka! - powiedziała Magda na pożegnanie.
- A ja Ciebie z bluzką, którą marzyłem rozpiąć - roześmiał się.

Magda podróż zaliczyła do tych udanych zwłaszcza, że nie spodziewała się na niej romansować. Wróciła do Polski z nowym spojrzeniem na świat i nowym spostrzeżeniem dotyczącym jej kariery.

Komentarze