Dziś chciałabym się skupić na wykorzystywaniu mediów społecznościowych w celach promocyjnych.
Promujemy siebie, swój styl życia i bycia, swoje pomysły, pasje oraz zawodowe aspiracje. Zachęcamy "znajomych" do polubienia stron i obcowaniu z nami w sieci.
Nasze tablice stały się naszymi pamiętnikami, nasi znajomi najbliższą rodziną, a najbliższe otoczenie to najczęściej miejsce wokół komputera. Myśl techniczna szybko się rozwija i podąża co raz dalej i dalej, a my nie chcemy przystanąć, zastanowić się. Zastanowić nad sensem obnażania wszystkiego i gdzie się da.
Odkąd pamiętam, lubiłam pisać. Lubiłam planować, aranżować przestrzeń wokół, ale swoich wpisów (tych najbardziej osobistych) nie dawałam nikomu do czytania. Teraz też - jeśli traktuję np. Facebooka jako pamiętnik, to wybieram opcję: "Tylko Ja". I zaczęłam się zastanawiać, po co mi ten Facebook? Nigdy nie traktowałam go przyjaźnie. Myślałam, że w ten sposób zacieśnię kontakty z obecnymi znajomymi. Celowo nawet ignorowałam zaproszenia od osób, z którymi nie mam kontaktu (albo nie chcę go mieć). Jednak po pewnym czasie zaczęłam zauważać, że robię błąd. Ci ludzie, z którymi nie mam na co dzień kontaktu, z którymi już właściwie się nie znam - dają mi się poznawać na nowo! Ci ludzie chcą szczerze poznać moje pomysły, pragnienia, poproszeni - promują moje zawodowe pasje. Okazuje się, że z tymi ludźmi mam więcej wspólnego niż z tymi "najbliższymi".
Ci, którzy wydawać by się mogło - są najbliżsi, poprzestają tylko na promowaniu siebie. I dziś - stoję na rozstaju dróg i zastanawiam się, czy grupę bliższych znajomych nie zamienić miejscami z grupą (rzekomo) dalszych.
Nie chciałam prywaty w tym wpisie, ale poniosło mnie. Mam wrażenie, że nie jestem jedyna - stąd moje ośmielenie w tym temacie.
Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)