KORPORACYJNY TANIEC ŚMIERCI

Korporacje to duże przedsiębiorstwa, zatrudniające tysiące osób, działające zwykle nie tylko na rynkach lokalnych, ale również międzynarodowych. Wielkość i siła przedsiębiorstw rośnie poprzez otwieranie nowych oddziałów, hal produkcyjnych i sklepów, ale także w ramach fuzji i przejęć. Jak każde przedsiębiorstwo – tak i te duże – nastawione jest na zysk, z uwzględnieniem realnych jego możliwości i wypracowaniem kompromisu pomiędzy „chcę a mogę”. Analiza powinna zakładać zawsze trochę więcej niż „mogę”, ale nieco mniej niż „chcę”.

I tutaj warto się zatrzymać, ponieważ pracownicy zatrudnieni w korporacjach otrzymują plany do wykonania w zakresie „chcę”, a nie „mogę”. W efekcie czego stają się coraz bardziej sfrustrowani, ponieważ instrumenty i produkty bądź usługi, które posiadają nie są wystarczające dla 90% zatrudnionych, by osiągnąć 100% plan. I wiecie co? Analitycy to wiedzą, dlatego ustalając plany – zakładają, iż (w zależności od podejścia) zostanie zrealizowane 50-80% planu, nałożonego na zespoły. Ten procent ma i tak przynieść zysk.

Nasuwa się w takim razie pytanie – dlaczego pracownicy wykonujący 90% założonego planu odpowiadają za poniesioną stratę? Przecież jej nie ma! Problem tkwi we władzy. Wielu managerów nie ma pojęcia o poprawnym zarządzaniu nie tylko finansowym, ale przede wszystkim zarządzaniu zasobami ludzkimi. Nie potrafią prawidłowo oszacować i wdrażać systemów motywacyjnych, a jedynym skutecznym, które znają – jest zastraszanie.

W efekcie nieprawidłowego zarządzania zespołem – rośnie napięcie, stres osiąga pułap nie do przezwyciężenia. Ludzie nie mogą spać, stają się aspołeczni, zaniedbują rodziny, swoje zdrowie, a nawet byt!

W książce Lauren Weisberger „Diabeł ubiera się u Prady” został częściowo ukazany ten problem, lecz tylko z punktu widzenia pracownika podległego. Dlaczego? Bo to na niego spada najczęściej ogrom pracy, jaki musi wykonać, by plan został zrealizowany, bo nie wie, że to manager odpowiada za jego niepowodzenie (ale także sukces), a tylko w skrajnych przypadkach winę ponosi on sam.

Najbardziej mi bliska jest branża finansów i bankowości i na niej głównie skupiam swoje przemyślenia, ale wiem, że w innych dziedzinach jest podobnie. Nikt z analityków nie bierze pod uwagę przesycenia rynku (no bo ileż można mieć kont, kart kredytowych i ubezpieczeń, kiedy znaleźć czas na te wszystkie usługi oferowane nam przez sprzedawców, ile można mieć garnków, patelni i pościeli?). Na każdy produkt i usługę przychodzi kiedyś czas zgonu. Ulepszanie i unowocześnianie nie pomoże, kiedy produkt jest „niewymienialny”.


Pytanie tylko kto pierwszy ten zgon osiągnie – produkt/usługa czy pracownik?

Komentarze

  1. Ciekawe wpisy, będę zaglądał tu częściej:)

    http://www.orana.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się podoba Zuzo:)

      http://www.steeler.pl/pl/produkty/kategorie/zabudowy.html

      Usuń
    2. dziękuję, bardzo mi miło :)

      Usuń
  2. Dawno nie czytałem tak ciekawych przemyśleń:)

    http://www.arp.waw.pl/odziez/polo.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem, pierwszy padnie pracownik, bo jest najmniej ważny i go można zastąpić.

    http://www.z-kultura.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Też typuje pracownika, no bo jest tani..

    http://meblestalowe.pl/szafy_na_mapy.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale wy wszyscy nie wierzycie w ludzi..

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiecie co ja myślę? Myślę, że nadchodzi kres korporacji... Powoli, ale jednak ich śmierć się zbliża ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miejmy nadzieję, że tak będzie Zuzo

    http://www.sklep.kaja.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. Niech korporacje umierają!

    OdpowiedzUsuń
  9. Korporacja to czysty wyzysk.

    OdpowiedzUsuń
  10. I tylko takie się tworzą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)