Oświadczyny - naturalnie - były jednym z wielu żartobliwych pomysłów Pana S. Niemniej jednak poprawiały jej humor. Nawet te najbardziej dziwaczne.
- Cześć, chciałabym z tobą porozmawiać poważnie o nas, co dalej? - zadzwoniła do Eks.
- Chodzi o papierowe załatwienie sprawy?
- O to też. Pomyśl, kiedy moglibyśmy się spotkać; na jakąś godzinę lub dwie. Obgadamy wszystko, żeby potem nie było żadnych niejasności.
Zgodził się. teraz ona musiała uzbierać w sobie dość siły, by mu powiedzieć, czego od niego oczekuje. Powiedziała kiedyś znajomej: - Potrafimy załatwiać ze sobą sprawy, nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Dlatego nie jesteśmy razem. Teraz musiała połączyć rozmowę z załatwianiem spraw. Nie było to dla niej proste. - Dobrze, że nie podał od razu terminu - ucieszyła się w myślach.
Wieczorem odbyła codzienną rozmowę z Przybyszem, popisała trochę z Nieśmiałym i zaczęła masaż piersi.
Masaż piersi miał sprawić, że biust wyda się pełniejszy. Znalazła to gdzieś w Internecie. Odkąd pamiętała miała kompleksy co do wyglądu swojego biustu. Nie podobał jej się nie tyle rozmiar, co kształt. Oczywiście rozmiar też mógłby być większy, ale nie nie było to priorytetem.
- W ubraniu wyglądam ekstra, ale zdjąć mogę tylko dół. Nawet złapać nie ma za co. - Słabo - ujęła piersi w dłonie i przyglądała im się krytycznie w lustrze. Zaczęła masaż zaczynając od ruchów okrężnych w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, dodając jednocześnie lekkie uciśnięcia. Po masażu rozebrała się do naga i oddała się sama sobie. Szybko usnęła.
Pan S. coraz częściej o sobie przypominał. Kiedy zapominał o niej Nieśmiały - pamiętał on. Jakby wiedział, że potrzebuje zajęcia czasu. Kiedyś czekała na sms-a od Nieśmiałego. Zasnęła. Rano przeczytała wiadomość: - Śpisz już?
Nie, to nie był Nieśmiały, to Pan S. był ciekaw, co u niej.
Rano ubrała się w spódnicę i bluzkę z dużym dekoltem, mocno wygładziła włosy (po uprzednim braniu za i przeciw ich porannego mycia), zrobiła makijaż i wyszła do pracy. Czuła się coraz lepiej w swojej skórze:
- Cera jakoś lepiej wygląda - stwierdziła rano, robiąc makijaż. Miała poczucie, że świat należy do niej (przynajmniej jego męska część). Podziw kolegów tym bardziej umocnił ją w tym przekonaniu. Ona ma wszystko, czego oni chcą. Nad biustem też pracuje.
Po południu jednak dostała wiadomość, że jeden z tych facetów, którzy powinni leżeć u jej stóp, odszedł.
- Halo, co tam? - odebrała telefon od babci. zawsze starała się z nią rozmawiać bezosobowo, bo ich stosunki od dawna były chłodne.
- Twój ojciec umarł dziś w nocy. W szpitalu umarł.
- O masz! A co mu było? - zupełnie przytomnie zareagowała. Ojciec był dla niej obca osobą. Przypominał sobie o niej bardzo rzadko, właściwie wcale o niej nie pamiętał.
- Serce.
- A kiedy pogrzeb? Jeszcze pewnie nie wiadomo?
- Jak chcesz, to cię zawiadomię.
- No chcę. Przyjdę.
Zadzwoniła do pracy i mamy. Powiadomiła o śmierci ojca. Następnego dnia już wiedziała, że pogrzeb będzie na początku następnego tygodnia.
- Szybko to załatwili - stwierdziła później, rozmawiając z matką.
- Ja nie idę chyba - oznajmiła matka.
- A ja i owszem. Nawet sobie podwózkę załatwiłam. Z panią babcią.
Obie zaczęły się śmiać. Jeszcze chwilę pogadały na temat nieboszczyka i temat zakończyły, bo dzwonił już Przybysz, a rozmowa z nim nie trwała krócej niż pół godziny.
Miała podły humor. Właściwie nawet nie wiedział, dlaczego. Po prostu. Znów jej pewność siebie podupadła. Postanowiła spędzić ten dzień trochę aktywniej niż zwykle. Trochę posprzątała mieszkanie i poszła z córką na spacer. Tak, miała córkę.
Nogi zaniosły je do fortu przy cytadeli, nad Wisłą. Było przepięknie. Zachwycały się kwiatami, cudownie kwitnącymi drzewami (chociaż przy jej alergii ten cud mógł się słabo skończyć), rzeźbami parkowymi. Na koniec ukradły sobie po jednym kwiatku. Potem poszły na ciastko do cukierni na Krakowskim Przedmieściu i stamtąd na Plac Defilad, obejrzeć zmianę warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Zaczynało się ściemniać i doszły do wniosku, że zaczyna być już chłodno. Wróciły do domu.
Niedzielę spędzała bez córki, ponieważ była u taty. Zajęła się więc porządkami w domu. Kiedy skończyła i postanowiła odpocząć, czytając książkę, zadzwonił telefon. To Pan S. wyciągał ją na spacer:
- Wiesz, jak pięknie wygląda park o tej porze? Chodź, nie daj się prosić.
Umówiła się.
- Mam ogolić teraz nogi czy później? - spytała żartem mamę.
- A po co teraz? Wieczorem nie będą idealnie gładkie. Ogól później. - śmiała się mama.
- Może i masz rację - usiadła w fotelu i zapaliła papierosa. Chwilę później goliła nogi.
OPOWIADANIE JEST FIKCJĄ LITERACKĄ. NIEKTÓRE POSTACI ISTNIEJĄ, ALE OPISANE Z ICH UDZIAŁEM ZDARZENIA, NIE MAJĄ ODZWIERCIEDLENIA W RZECZYWISTOŚCI.
- Cześć, chciałabym z tobą porozmawiać poważnie o nas, co dalej? - zadzwoniła do Eks.
- Chodzi o papierowe załatwienie sprawy?
- O to też. Pomyśl, kiedy moglibyśmy się spotkać; na jakąś godzinę lub dwie. Obgadamy wszystko, żeby potem nie było żadnych niejasności.
Zgodził się. teraz ona musiała uzbierać w sobie dość siły, by mu powiedzieć, czego od niego oczekuje. Powiedziała kiedyś znajomej: - Potrafimy załatwiać ze sobą sprawy, nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Dlatego nie jesteśmy razem. Teraz musiała połączyć rozmowę z załatwianiem spraw. Nie było to dla niej proste. - Dobrze, że nie podał od razu terminu - ucieszyła się w myślach.
Wieczorem odbyła codzienną rozmowę z Przybyszem, popisała trochę z Nieśmiałym i zaczęła masaż piersi.
Masaż piersi miał sprawić, że biust wyda się pełniejszy. Znalazła to gdzieś w Internecie. Odkąd pamiętała miała kompleksy co do wyglądu swojego biustu. Nie podobał jej się nie tyle rozmiar, co kształt. Oczywiście rozmiar też mógłby być większy, ale nie nie było to priorytetem.
- W ubraniu wyglądam ekstra, ale zdjąć mogę tylko dół. Nawet złapać nie ma za co. - Słabo - ujęła piersi w dłonie i przyglądała im się krytycznie w lustrze. Zaczęła masaż zaczynając od ruchów okrężnych w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, dodając jednocześnie lekkie uciśnięcia. Po masażu rozebrała się do naga i oddała się sama sobie. Szybko usnęła.
Pan S. coraz częściej o sobie przypominał. Kiedy zapominał o niej Nieśmiały - pamiętał on. Jakby wiedział, że potrzebuje zajęcia czasu. Kiedyś czekała na sms-a od Nieśmiałego. Zasnęła. Rano przeczytała wiadomość: - Śpisz już?
Nie, to nie był Nieśmiały, to Pan S. był ciekaw, co u niej.
Rano ubrała się w spódnicę i bluzkę z dużym dekoltem, mocno wygładziła włosy (po uprzednim braniu za i przeciw ich porannego mycia), zrobiła makijaż i wyszła do pracy. Czuła się coraz lepiej w swojej skórze:
- Cera jakoś lepiej wygląda - stwierdziła rano, robiąc makijaż. Miała poczucie, że świat należy do niej (przynajmniej jego męska część). Podziw kolegów tym bardziej umocnił ją w tym przekonaniu. Ona ma wszystko, czego oni chcą. Nad biustem też pracuje.
Po południu jednak dostała wiadomość, że jeden z tych facetów, którzy powinni leżeć u jej stóp, odszedł.
- Halo, co tam? - odebrała telefon od babci. zawsze starała się z nią rozmawiać bezosobowo, bo ich stosunki od dawna były chłodne.
- Twój ojciec umarł dziś w nocy. W szpitalu umarł.
- O masz! A co mu było? - zupełnie przytomnie zareagowała. Ojciec był dla niej obca osobą. Przypominał sobie o niej bardzo rzadko, właściwie wcale o niej nie pamiętał.
- Serce.
- A kiedy pogrzeb? Jeszcze pewnie nie wiadomo?
- Jak chcesz, to cię zawiadomię.
- No chcę. Przyjdę.
Zadzwoniła do pracy i mamy. Powiadomiła o śmierci ojca. Następnego dnia już wiedziała, że pogrzeb będzie na początku następnego tygodnia.
- Szybko to załatwili - stwierdziła później, rozmawiając z matką.
- Ja nie idę chyba - oznajmiła matka.
- A ja i owszem. Nawet sobie podwózkę załatwiłam. Z panią babcią.
Obie zaczęły się śmiać. Jeszcze chwilę pogadały na temat nieboszczyka i temat zakończyły, bo dzwonił już Przybysz, a rozmowa z nim nie trwała krócej niż pół godziny.
Miała podły humor. Właściwie nawet nie wiedział, dlaczego. Po prostu. Znów jej pewność siebie podupadła. Postanowiła spędzić ten dzień trochę aktywniej niż zwykle. Trochę posprzątała mieszkanie i poszła z córką na spacer. Tak, miała córkę.
Nogi zaniosły je do fortu przy cytadeli, nad Wisłą. Było przepięknie. Zachwycały się kwiatami, cudownie kwitnącymi drzewami (chociaż przy jej alergii ten cud mógł się słabo skończyć), rzeźbami parkowymi. Na koniec ukradły sobie po jednym kwiatku. Potem poszły na ciastko do cukierni na Krakowskim Przedmieściu i stamtąd na Plac Defilad, obejrzeć zmianę warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Zaczynało się ściemniać i doszły do wniosku, że zaczyna być już chłodno. Wróciły do domu.
Niedzielę spędzała bez córki, ponieważ była u taty. Zajęła się więc porządkami w domu. Kiedy skończyła i postanowiła odpocząć, czytając książkę, zadzwonił telefon. To Pan S. wyciągał ją na spacer:
- Wiesz, jak pięknie wygląda park o tej porze? Chodź, nie daj się prosić.
Umówiła się.
- Mam ogolić teraz nogi czy później? - spytała żartem mamę.
- A po co teraz? Wieczorem nie będą idealnie gładkie. Ogól później. - śmiała się mama.
- Może i masz rację - usiadła w fotelu i zapaliła papierosa. Chwilę później goliła nogi.
OPOWIADANIE JEST FIKCJĄ LITERACKĄ. NIEKTÓRE POSTACI ISTNIEJĄ, ALE OPISANE Z ICH UDZIAŁEM ZDARZENIA, NIE MAJĄ ODZWIERCIEDLENIA W RZECZYWISTOŚCI.
Też się chyba oświadczę;p
OdpowiedzUsuńkomu? :P
Usuń