DECYZJE ŻYCIOWE odc. 7

"I stało się, co miało dziś się stać. I cóż? I nic. Zapomnieć o tym chcę..." - usłyszała słowa piosenki, które bardzo pasowały do jej obecnego stanu.
Ostatni tydzień był dla niej bardzo burzliwy. Pogrzeb ojca, kłopoty z Nieśmiałym, niepewność, ale też poczucie wewnętrznej siły. To wszystko szarpało nią przez ostatnie dni.
- Dzień pogrzebu mojego ojca przeżyłam tak, jak on by go przeżył, będąc na tym świecie. Tylko nie wiem, czy ja nie posunęłam się o krok dalej - wyznała koledze z pracy, przyjacielowi, którym stał się przypadkiem. Był jedynym mężczyzną w jej zespole, a że z mężczyznami lepiej jej się rozmawiało, to wyszło tak, że został on powiernikiem wszystkich jej tajemnic, emocji, a także gierek.
- Dlaczego? - zapytał.
Zaczęła opowiadać dzień od samego początku.

Wstała wcześnie rano, ubrała się w garnitur, umyła włosy, zrobiła makijaż i wyszła. Jechała na pogrzeb. Pod domem czekał na nią samochód z szoferem w środku. Spojrzał na nią. Spodobała mu się. To jej wystarczyło, nie potrzebowała już nawet lusterka. Obok szofera siedział jej brat, którego uwadze też najwyraźniej nie umknęła. Uśmiechnęła się w myślach, podobało jej się to. Pragnęła tych spojrzeń, bo to ją podnosiło na duchu. Dawało więcej pewności siebie, której wciąż nie miała za wiele.
Dojechali na miejsce. Ciało było już wystawione w domu pogrzebowym. Wykonała kilka (zupełnie zbędnych) telefonów biznesowych, by sprawiać wrażenie kobiety sukcesu. Tak w tym momencie chciała być odbierana. Widziała zazdrosny wzrok kobiet i nieobojętne spojrzenia mężczyzn. I cóż z tego, że to pogrzeb ojca? Ona przecież wcale go nie znała.
Weszła tam jak królowa lodu. Stała przez dwadzieścia minut i rozmyślała. Kilka miesięcy wcześniej on chciał się z nią spotkać. Mówił wtedy, ze chce jej coś dać, bo za jakieś trzy miesiące będzie musiał zniknąć. Olała spotkanie z nim. Zawsze dzwonił do niej, kiedy był pijany, dużo obiecywał, a w efekcie więcej najadała się wstydu przez niego niż warte było spotkanie. Prowadził jakieś szemrane interesy, miał swoich ochroniarzy i kierowców, ale ona wolała nie zagłębiać się w szczegóły. Wiedziała jednak, że dopóki żyje on, ona jest bezpieczna. I teraz nawet to jej zabrał. Podeszła do niego, chciała go dotknąć, ale tylko patrzyła. Schyliła się trochę, reszta wyszła. Kiedy zostali sam na sam powiedziała:
- Wybaczam ci. Jestem katoliczką i ci wybaczam. Mimo wszystko.
Było to dla niej bardzo trudne. Musiała w kilka minut wybaczyć mu 28 lat.
Widownia znowu zaczęła się powiększać, więc wyprostowała się, dotknęła mocno jego ramienia.

- Musiałam to zrobić, musiałam sprawdzić, czy jego ciało jest ciałem nieboszczyka, czy jest twarde. Rozumiesz? Jego twarz przykrywał meszek, to pewnie wina pudru, bo cera nie była blada. Jedyne co zdradzało, że jest trupem, to paznokcie. Jego paznokcie były sine - opowiadała bez ceregieli Przyjacielowi. - Jego twarz była pogodna. W niczym nie przypominała bezwzględnego typa, którego znałam.

Wyszła z tego przeraźliwie chłodnego pomieszczenia, w oczach miała łzy. Zapaliła papierosa. Zadzwoniła do Nieśmiałego. Liczyła na to, że ją pocieszy. Nie zrobił tego. Stwierdził, że nie ma czasu. Zareagowała ostro, on się rozłączył i przestał odbierać telefon. Poczuła ukłucie w sercu, znowu, ale zagrała swoją rolę do końca.
W Kościele - mimo ustawionego dla niej krzesła przy trumnie - stanęła na końcu, w samych drzwiach. Wszyscy ją widzieli, ale większość nie wiedziała, że w tej bezczelnie kobiecie, kryje się córka nieboszczyka; ich przyjaciela i członka rodziny. Grała pierwsze skrzypce i o to jej chodziło. Choć raz chciała poczuć się ważniejsza.
Z Kościoła pojechała na cmentarz, a stamtąd na poczęstunek. Nieśmiały wciąż się nie odzywał. Jej pewność siebie zmniejszała się z każdą chwilą. Gdy czuła już, że za chwilę nie udźwignie tej roli, którą sama dla siebie wymyśliła, zadzwonił Wiertacz.
Wiertacz był człowiekiem, którego poznała kilka lat wcześniej. Często jeździł na platformy wiertnicze, więc rzadko też się spotykali, zresztą nie przepadała za jego sposobem bycia. Lubił udawać, że jest kimś więcej, niż był. Wydawał rozkazy, poniżał. Na szczęście ona nie należała do niego, choć on usilnie próbował to zmienić.
- Nie ma nic przyjemniejszego niż poniżenie człowieka, którego wszyscy baliby się nawet w myślach poniżyć - przemknęło jej przez myśl. Była zła, a ten pomysł w jakiś niezrozumiały dla niej sposób, poprawił jej humor. Odebrała telefon.
- Spotkamy się dzisiaj? - zapytał. - Naprawdę mi zależy na tobie.
- Przyjedź po mnie - jej ton głosu brzmiał bardziej jak rozkaz niż prośba.
Ucieszył się. Myślał, że ma przed sobą noc pełną czystego seksu z bizneswoman. Nawet nie wiedział, jak bardzo się pomylił.
Przyjechał po nią w ciągu godziny. Poszli do restauracji. Zjedli niewiele, pili dużo. Rozmawiali. Postanowili przenieść się w inne miejsce (ona raczej zmierzała już do końca spotkania). Wiertacz zamówił taksówkę. Jadąc nią, zobaczyła znajomą twarz. To Nieśmiały stał z kolegami. - To tak pomaga mamie - pomyślała z bólem.
Wieczór z Wiertaczem miał się skończyć za kilkanaście minut, ale zmieniła zdanie i postanowiła się zemścić jeszcze bardziej; za Nieśmiałego, za wszystkich facetów, którzy ją zranili.

Do Wiertacza nie czuła nawet sympatii, bardziej ją irytował niż pociągał. - Zresztą nie było w nim nic pociągającego - przyznała się Przyjacielowi.

- Tu wysiadamy - oświadczyła.
- Tak na środku ulicy? - wrzasnął Wiertacz.
- A co? Nie podoba ci się? Chcę tu wysiąść, a potem pójdziemy, gdzie chcesz.
Wysiedli. Kilkanaście metrów od Nieśmiałego. Szła w jego stronę, Wiertacz szedł za nią, wołając jej imię. W ostatnim momencie skręciła w uliczkę i nie podeszła na tyle blisko, by Nieśmiały ją zobaczył.
- Idziemy tutaj. To wspaniała knajpka.
- Kochanie, ale ja wydałem już z tysiąc złotych na dzisiejszy wieczór.
- To możesz jeszcze skoczyć po różę dla mnie. Patrz, tam stoi pan i sprzedaje piękne czerwone róże.
Tak naprawdę wolała białe. Lubiła biały kolor. Był taki niewinny, niesplamiony, a jednocześnie wymagający. Usiadła przy stoliku i zamówiła drinka. Musiała się upić, bo plan, jaki sobie wymyśliła, wymagał od niej na tyle dużo, że na trzeźwo byłby niewykonalny. Wiertacz przyniósł jej różę. Po kilku drinkach ośmieliła się go pocałować. Całował dobrze. - Przynajmniej tyle z tego mam - pomyślała.
- A teraz zabierz mnie, gdzie chcesz.
Zawiózł ją do hotelu. Zapłacił za całą noc. Kiedy byli już w pokoju, rozebrał ją, ale nie pozwoliła, by zdjął jej bieliznę.

- Niby powinnam czuć się jak kurwa. W końcu poszłam do hotelu z obcym facetem, całowałam się z nim, rozebrał mnie prawie do naga - opowiadała ze wszystkimi detalami Przyjacielowi.
- Zostałaś przecież w bieliźnie.
- Tak, ale jednak nie w ubraniu. I weszłam z nim do pokoju, no i... - zatrzymała się na chwilę - kiedy tak bardzo tego chciał, błagał, skamlał jak pies, ja czułam się Panią. Znów bez problemu wcieliłam się w rolę lodowatej królowej, która ma u stóp wszystko i wszystkich, nie bacząc na pragnienia i uczucia innych. Stałam przy nim z batem i chłostałam jak niewolnika. Nie miałam przy sobie bata, ale miałam siebie, nietkniętą. Poprosił w końcu, czy sam może sobie zrobić przyjemność. Pozwoliłam mu. Siedziałam obok, odwrócona plecami, zapaliłam papierosa i nawet na niego nie spojrzałam. Zajęło mu to mniej niż trzy minuty. Wyszedł do łazienki, a ja z hotelowego pokoju.



OPOWIADANIE JEST FIKCJĄ LITERACKĄ. NIEKTÓRE POSTACI ISTNIEJĄ, ALE OPISANE  Z ICH UDZIAŁEM ZDARZENIA, NIE MAJĄ ODZWIERCIEDLENIA W RZECZYWISTOŚCI.

Komentarze

  1. - Niby powinnam czuć się jak kurwa. W końcu poszłam do hotelu z obcym facetem, całowałam się z nim, rozebrał mnie prawie do naga - opowiadała ze wszystkimi detalami Przyjacielowi.
    - Zostałaś przecież w bieliźnie.
    - Tak, ale jednak nie w ubraniu.


    Bielizna to też ubranie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że prowadzisz interakcje z czytelnikami

    http://www.sklep.kaja.com.pl/oswietlenie-do-lazienek-c-46.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należy się Wam. W końcu czytacie te moje wypociny ;))
      (za co zresztą bardzo dziękuję, bo to daje mi motywację do pisania nadal)

      Usuń
  3. To będziemy więcej wpisów robić:)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Niby powinnam czuć się jak kurwa." a czemu tak wulgarnie?;p

    OdpowiedzUsuń
  5. OK, dlaczego kobiety zwracają uwagę na kolor kwiatów jaki dostają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zależy od kobiety, ale kobiety z natury zwracają uwagę na szczegóły, w każdej materii ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)