Faceci zaczęli pojawiać się w jej życiu jak grzyby po deszczu. Miała ich wokół siebie cały wianuszek. Każdy prawił jej komplementy, co sprawiało, że z dawnej porzuconej i smutnej istoty niewiele pozostało.
Zmieniła kolor włosów, poszła na solarium, żeby nie straszyć bladą z ziemistym odcieniem skórą. Kupowała sobie modne i ciekawsze ubrania, zaczęła też robić sobie mocniejszy makijaż. Teraz była szatynką, z dłuższymi włosami. W ciągu tygodnia chodziła w dobrze skrojonych garsonkach i garniturach oraz obowiązkowo butach na obcasie. W weekendy ubierała się w dżinsy i dopasowane bluzki. Czuła, że błyszczy.
Miała poczucie, że może mieć każdego mężczyznę. jeśli kiedykolwiek brakowałoby jej seksu, to każdego mogła mieć któregoś z nich na pstryknięcie. Dodawało jej to pewności siebie. Tego najbardziej brakowało jej przez ostatnie miesiące - tej cholernej pewności siebie. Śmiała się, flirtowała, ale wierna pozostawała tylko temu jednemu - Nieśmiałemu. Koleżanka z pracy powiedziała jej kiedyś: - Obok ciebie kręci się tak wielu, niektórzy naprawdę niczego sobie, ustawieni w życiu, ale ty już chyba wybrałaś... i obie wiemy kogo
- Jak się seksić, to z jednym - rzuciła, by uciąć temat.
Zastanowiła się jednak nad jej słowami. Nigdy tak o tym nie myślała.
Nadal rzadko się spotykali, nadal nie w weekendy, ale zdążyła się do tego przyzwyczaić. On nadal nie powiedział jej, co czuje i po co naprawdę się z nią spotyka, ale nauczyła się już tak bardzo tym nie przejmować. Tylko raz miała chwilę słabości. Długo się nie widzieli. Spotkali się na chwilę przed jej domem. Chciała się do niego przytulić, powiedzieć, że za nim tęskniła. Nie zrobiła tego. Nie tym razem.
Na kolejnym spotkaniu, po udanym seksie, powiedziała: - Musze ci się do czegoś przyznać... - zaczęła.
- Taak? Do czego? - zainteresował się, ale też lekko zdenerwował. Nie wiedział, co ona chce mu powiedzieć, a ona chciała zobaczyć, jak zareaguje na te pierwsze słowa, które wypowiedziała.
- Tęskniłam za tobą - brnęła dalej, czując jednocześnie, że oblewa się rumieńcem niczym nastolatka - Chciałam ci o tym powiedzieć już zeszłym razem, kiedy spotkaliśmy się na chwilę, ale nie powiedziałam. Mówię teraz.
- Tęskniłaś za mną - uśmiechał się z wyraźną ulgą, że to nie wiadomość, której się obawiał. - A za czym tu tęsknić? - ciągle się uśmiechał.
- Za tobą - urwała i zaczęła się ubierać.
Od tej pory było trochę inaczej. On częściej dawał znać o sobie, zaczął jej więcej mówić o swoim życiu, trochę lepiej traktować, ale nie tak, by ona poczuła się przy nim bezpiecznie. Wciąż nie wiedziała, co przyniesie jutro i czy ten raz nie jest ostatnim.
Dalej żyła pełnią życia, cieszyła się nim.
Pan S. wysyłał jej "pobudkowe" wiadomości i nie pozwalał się nudzić w niedziele. Wieczorami rozmawiała z innym - Przybyszem - tak go nazwała. Późnymi wieczorami i nocą pisała lub spotykała się z Nieśmiałym. W ciągu tygodnia, w pracy, flirtowała z klientami. Oczywiście był to flirt w pełni kontrolowany. Nie mogła pozwolić sobie na nieprofesjonalne zachowanie. W co drugą sobotę wychodziła.
- Wstajemy! - któregoś dnia dostała sms-a.
- Już wstałam, zaraz wychodzę - odpisała.
- Za mąż? - Pan S zawsze miał jakiś oryginalny pomysł w zanadrzu.
- Ha ha ha, dobre. Nie, do pracy
- Ale to już było...
- I nie wróci więcej...
- Nie wiadomo - nagle napisał.
- Myślisz? Ja wątpię.
- A ja?
- Kochanie, ty mi się najpierw oświadcz.
- Robię to własnie...
OPOWIADANIE JEST FIKCJĄ LITERACKĄ. NIEKTÓRE POSTACI ISTNIEJĄ, ALE OPISANE Z ICH UDZIAŁEM ZDARZENIA, NIE MAJĄ ODZWIERCIEDLENIA W RZECZYWISTOŚCI.
Zmieniła kolor włosów, poszła na solarium, żeby nie straszyć bladą z ziemistym odcieniem skórą. Kupowała sobie modne i ciekawsze ubrania, zaczęła też robić sobie mocniejszy makijaż. Teraz była szatynką, z dłuższymi włosami. W ciągu tygodnia chodziła w dobrze skrojonych garsonkach i garniturach oraz obowiązkowo butach na obcasie. W weekendy ubierała się w dżinsy i dopasowane bluzki. Czuła, że błyszczy.
Miała poczucie, że może mieć każdego mężczyznę. jeśli kiedykolwiek brakowałoby jej seksu, to każdego mogła mieć któregoś z nich na pstryknięcie. Dodawało jej to pewności siebie. Tego najbardziej brakowało jej przez ostatnie miesiące - tej cholernej pewności siebie. Śmiała się, flirtowała, ale wierna pozostawała tylko temu jednemu - Nieśmiałemu. Koleżanka z pracy powiedziała jej kiedyś: - Obok ciebie kręci się tak wielu, niektórzy naprawdę niczego sobie, ustawieni w życiu, ale ty już chyba wybrałaś... i obie wiemy kogo
- Jak się seksić, to z jednym - rzuciła, by uciąć temat.
Zastanowiła się jednak nad jej słowami. Nigdy tak o tym nie myślała.
Nadal rzadko się spotykali, nadal nie w weekendy, ale zdążyła się do tego przyzwyczaić. On nadal nie powiedział jej, co czuje i po co naprawdę się z nią spotyka, ale nauczyła się już tak bardzo tym nie przejmować. Tylko raz miała chwilę słabości. Długo się nie widzieli. Spotkali się na chwilę przed jej domem. Chciała się do niego przytulić, powiedzieć, że za nim tęskniła. Nie zrobiła tego. Nie tym razem.
Na kolejnym spotkaniu, po udanym seksie, powiedziała: - Musze ci się do czegoś przyznać... - zaczęła.
- Taak? Do czego? - zainteresował się, ale też lekko zdenerwował. Nie wiedział, co ona chce mu powiedzieć, a ona chciała zobaczyć, jak zareaguje na te pierwsze słowa, które wypowiedziała.
- Tęskniłam za tobą - brnęła dalej, czując jednocześnie, że oblewa się rumieńcem niczym nastolatka - Chciałam ci o tym powiedzieć już zeszłym razem, kiedy spotkaliśmy się na chwilę, ale nie powiedziałam. Mówię teraz.
- Tęskniłaś za mną - uśmiechał się z wyraźną ulgą, że to nie wiadomość, której się obawiał. - A za czym tu tęsknić? - ciągle się uśmiechał.
- Za tobą - urwała i zaczęła się ubierać.
Od tej pory było trochę inaczej. On częściej dawał znać o sobie, zaczął jej więcej mówić o swoim życiu, trochę lepiej traktować, ale nie tak, by ona poczuła się przy nim bezpiecznie. Wciąż nie wiedziała, co przyniesie jutro i czy ten raz nie jest ostatnim.
Dalej żyła pełnią życia, cieszyła się nim.
Pan S. wysyłał jej "pobudkowe" wiadomości i nie pozwalał się nudzić w niedziele. Wieczorami rozmawiała z innym - Przybyszem - tak go nazwała. Późnymi wieczorami i nocą pisała lub spotykała się z Nieśmiałym. W ciągu tygodnia, w pracy, flirtowała z klientami. Oczywiście był to flirt w pełni kontrolowany. Nie mogła pozwolić sobie na nieprofesjonalne zachowanie. W co drugą sobotę wychodziła.
- Wstajemy! - któregoś dnia dostała sms-a.
- Już wstałam, zaraz wychodzę - odpisała.
- Za mąż? - Pan S zawsze miał jakiś oryginalny pomysł w zanadrzu.
- Ha ha ha, dobre. Nie, do pracy
- Ale to już było...
- I nie wróci więcej...
- Nie wiadomo - nagle napisał.
- Myślisz? Ja wątpię.
- A ja?
- Kochanie, ty mi się najpierw oświadcz.
- Robię to własnie...
OPOWIADANIE JEST FIKCJĄ LITERACKĄ. NIEKTÓRE POSTACI ISTNIEJĄ, ALE OPISANE Z ICH UDZIAŁEM ZDARZENIA, NIE MAJĄ ODZWIERCIEDLENIA W RZECZYWISTOŚCI.
Ile części planujesz?:) Bo to się naprawdę fajnie czyta:)
OdpowiedzUsuńhttp://sttmonitoring.pen.io/
jeszcze trochę tego będzie, także zapraszam do śledzenia :)
UsuńIle odcinków planujesz?
Usuńjak pisałam wcześniej - jeszcze co najmniej kilka. Całe opowiadanie zawiera się na 13 stronach. Jesteśmy na czwartej, więc jeszcze trochę. A jeśli będzie się podobac, to dopiszę drugą część :D
UsuńJuż sugeruje teraz, żeby zacząć pisać drugą część:)
OdpowiedzUsuńpomyślę o tym, ale najpierw skończmy tę część :)
Usuń