Miała wolny dzień i postanowiła spędzić go inaczej niż zwykle. Włączyła muzykę. W tym samym momencie zadzwonił telefon.
- Ten sygnał zawsze poznam - pomyślała. To (wciąż jeszcze) mąż.
- Cześć, dzwonię, bo chcę pogadać.
- Teraz? Jestem trochę zajęta. Wychodzę na spotkanie - powiedziała tonem bardzo obojętnym.
- Chciałem pogadać o tych naszych wyjściach i wyjazdach.
- Jakich wyjściach? Jakich wyjazdach? Nie mam czasu na gierki. Streszczaj się - zirytowana zapaliła papierosa.
- Skoro nie masz czasu teraz przez telefon, to może spotkamy się gdzieś i pogadamy na spokojnie.
- Ok, kiedy i gdzie? - Pytanie miało na celu stworzenie pozorów,że jest zajętą osobą. Tak naprawdę nigdzie nie wychodziła już od dawna, ale pozory chciała stwarzać, żeby nie wyjść przed nim na ofiarę losu.
Spotkali się kilka dni później w kawiarni przy kawie.
- Spotykam się z kimś - zaczął.
- Domyślam się.
- Jesteś inteligentna.
- Hmmmm, komplement, więc czujesz się winny.
- Wiem, że ty też się z kimś spotykasz.
- Tak.
- Znam go? Pewnie nie? Z pracy?
- To klient, nie pracownik, młodszy, nie znasz go. Całą Warszawę raczej trudno znać.
- Powinniśmy ustalić punkty rozwodu.
- Masz rację, powinniśmy.
Wypili kawę, pozwoliła mu zapłacić. Wstali. Ona wyszła bez słowa. On za nią. Rozstali się przed kawiarnią. Całą noc przepłakała. Nie było jej łatwo i choć wcale nie chciała do niego wracać, to było jej żal, że tak to się skończyło. Trzy tygodnie później oglądała jednak projekt pozwu rozwodowego na skrzynce mailowej, stworzony przez nich wspólnie.
Pojechała do Nieśmiałego tylko w jednym celu. Nie chciała już walczyć, łudzić się, chciała tylko przygody. Ostatniej przygody. Wchodząc do niego, z miną grobową powiedziała:
- Rozwodzę się.
Dał jej seks na jej zasadach. Seks w ubraniu, prawie do orgazmu. Kontrolowanego orgazmu.
- Spodobało mu się w ubraniach - pomyślała. Chciała znów spróbować innego niż zazwyczaj seksu. Spróbowała. Dał jej to, czego w tym momencie pragnęła. Wszystko trwało na tyle długo, że chciała już jechać do domu. Zaczęła się ubierać.
- Śpij ze mną - poprosił.
- Nie dziś - powiedziała obojętnie. - Muszę coś załatwić.
- Co?
- A Ty mówisz mi o wszystkim? - zapytała poirytowana. Dał jej to, czego chciała, ale bez przesady, niech nie oczekuje zbyt wiele. Nie będzie mu się spowiadać, kiedy on tego nie robi.
- O co Ci chodzi - zapytał zmieszany.
- O nic. Mam coś do załatwienia. Muszę gdzieś zadzwonić.
- Gdzie? Po co?
- Muszę coś obgadać.
- Zaczynam się ciebie bać - zirytował się.
- Nie ty pierwszy. Na razie! - prychnęła i wyszła. W uszach jej huczało, w głowie szumiało. Czuła jakby wypiła za dużo alkoholu albo wzięła coś mocniejszego. Była jak w transie.
- To i tak by zapewne już długo nie potrwało - tłumaczyła sobie, wiedziała to. Miała wrażenie, że on ją oszukuje. Nikomu nie powiedziała o swoich odczuciach, ale tak własnie czuła. Wolała znów uciec, niż być zraniona przez faceta.
Późnym wieczorem bawiła się w knajpie. Znowu z Wiertaczem. Bawiła - to może za dużo powiedziane, ale starała się odstresować, nie myśleć, po prostu się upiła. Powiedziała mu:
- Zależy mi na tobie.
Prawda jest taka, że wcale jej nie zależało, chociaż w tym momencie przez krótką chwilę stał się jej przyjacielem, powiernikiem. Uznała, że na ten moment może mu to powiedzieć, bo nie kłamie. Zależało jej na rozmowie, wyżaleniu.
Pierwszy raz grzecznie odwiózł ją do domu, nie maltretował głupimi żądaniami, nie wymuszał seksu, którego i tak nigdy nie było. Po prostu był.
OPOWIADANIE JEST FIKCJĄ LITERACKĄ. NIEKTÓRE POSTACI ISTNIEJĄ, ALE OPISANE Z ICH UDZIAŁEM ZDARZENIA, NIE MAJĄ ODZWIERCIEDLENIA W RZECZYWISTOŚCI.
- Ten sygnał zawsze poznam - pomyślała. To (wciąż jeszcze) mąż.
- Cześć, dzwonię, bo chcę pogadać.
- Teraz? Jestem trochę zajęta. Wychodzę na spotkanie - powiedziała tonem bardzo obojętnym.
- Chciałem pogadać o tych naszych wyjściach i wyjazdach.
- Jakich wyjściach? Jakich wyjazdach? Nie mam czasu na gierki. Streszczaj się - zirytowana zapaliła papierosa.
- Skoro nie masz czasu teraz przez telefon, to może spotkamy się gdzieś i pogadamy na spokojnie.
- Ok, kiedy i gdzie? - Pytanie miało na celu stworzenie pozorów,że jest zajętą osobą. Tak naprawdę nigdzie nie wychodziła już od dawna, ale pozory chciała stwarzać, żeby nie wyjść przed nim na ofiarę losu.
Spotkali się kilka dni później w kawiarni przy kawie.
- Spotykam się z kimś - zaczął.
- Domyślam się.
- Jesteś inteligentna.
- Hmmmm, komplement, więc czujesz się winny.
- Wiem, że ty też się z kimś spotykasz.
- Tak.
- Znam go? Pewnie nie? Z pracy?
- To klient, nie pracownik, młodszy, nie znasz go. Całą Warszawę raczej trudno znać.
- Powinniśmy ustalić punkty rozwodu.
- Masz rację, powinniśmy.
Wypili kawę, pozwoliła mu zapłacić. Wstali. Ona wyszła bez słowa. On za nią. Rozstali się przed kawiarnią. Całą noc przepłakała. Nie było jej łatwo i choć wcale nie chciała do niego wracać, to było jej żal, że tak to się skończyło. Trzy tygodnie później oglądała jednak projekt pozwu rozwodowego na skrzynce mailowej, stworzony przez nich wspólnie.
Pojechała do Nieśmiałego tylko w jednym celu. Nie chciała już walczyć, łudzić się, chciała tylko przygody. Ostatniej przygody. Wchodząc do niego, z miną grobową powiedziała:
- Rozwodzę się.
Dał jej seks na jej zasadach. Seks w ubraniu, prawie do orgazmu. Kontrolowanego orgazmu.
- Spodobało mu się w ubraniach - pomyślała. Chciała znów spróbować innego niż zazwyczaj seksu. Spróbowała. Dał jej to, czego w tym momencie pragnęła. Wszystko trwało na tyle długo, że chciała już jechać do domu. Zaczęła się ubierać.
- Śpij ze mną - poprosił.
- Nie dziś - powiedziała obojętnie. - Muszę coś załatwić.
- Co?
- A Ty mówisz mi o wszystkim? - zapytała poirytowana. Dał jej to, czego chciała, ale bez przesady, niech nie oczekuje zbyt wiele. Nie będzie mu się spowiadać, kiedy on tego nie robi.
- O co Ci chodzi - zapytał zmieszany.
- O nic. Mam coś do załatwienia. Muszę gdzieś zadzwonić.
- Gdzie? Po co?
- Muszę coś obgadać.
- Zaczynam się ciebie bać - zirytował się.
- Nie ty pierwszy. Na razie! - prychnęła i wyszła. W uszach jej huczało, w głowie szumiało. Czuła jakby wypiła za dużo alkoholu albo wzięła coś mocniejszego. Była jak w transie.
- To i tak by zapewne już długo nie potrwało - tłumaczyła sobie, wiedziała to. Miała wrażenie, że on ją oszukuje. Nikomu nie powiedziała o swoich odczuciach, ale tak własnie czuła. Wolała znów uciec, niż być zraniona przez faceta.
Późnym wieczorem bawiła się w knajpie. Znowu z Wiertaczem. Bawiła - to może za dużo powiedziane, ale starała się odstresować, nie myśleć, po prostu się upiła. Powiedziała mu:
- Zależy mi na tobie.
Prawda jest taka, że wcale jej nie zależało, chociaż w tym momencie przez krótką chwilę stał się jej przyjacielem, powiernikiem. Uznała, że na ten moment może mu to powiedzieć, bo nie kłamie. Zależało jej na rozmowie, wyżaleniu.
Pierwszy raz grzecznie odwiózł ją do domu, nie maltretował głupimi żądaniami, nie wymuszał seksu, którego i tak nigdy nie było. Po prostu był.
OPOWIADANIE JEST FIKCJĄ LITERACKĄ. NIEKTÓRE POSTACI ISTNIEJĄ, ALE OPISANE Z ICH UDZIAŁEM ZDARZENIA, NIE MAJĄ ODZWIERCIEDLENIA W RZECZYWISTOŚCI.
Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)