Lubię podróże bez ustalonego z góry ich celu

Korzystam z ładnej pogody i wyjeżdżam z młodym na kilka dni za miasto. Muszę zrobić listę rzeczy, potrzebnych na te kilka dni, żeby o niczym nie zapomnieć.

Taaa już to widzę. Po prostu wrzucę pospiesznie wszystko z szafy swojej i jego, dorzucę kosmetyczkę swoją i jego, zapomnę ładowarki do telefonu (ale na pewno nie do tableta, więc pewnie ta posłuży mi do ładowania). I wyjdę.

Uwielbiam podróże. Fascynuje mnie droga do celu bardziej niż jego osiągnięcie. Najchętniej wybierałabym się na wycieczki objazdowe, ale z małym dzieckiem to raczej niemożliwe. W konsekwencji wyjeżdżam nad morze, na Mazury, czyli Polska głównie. W tym roku postanowiłam jednak wyrobić młodemu paszport, by jeszcze bardziej (z uszczerbkiem przyjemności dla mnie, ale za to z zachowaniem zdrowia psychicznego) skrócić czas podróży i móc latać samolotem.

Czy pytania "długo jeszcze?" się skończyły? A skądże! Ale do nich doszło jeszcze dodatkowe "dlaczego tak krótko?".


Komentarze