Sms przyszedł. Mówiłam, ze dużo czytam różnych rzeczy. To moja przyjaciółka. "Wpadaj do mnie". Ok. Czemu nie? Zamierzam iść, ale najpierw się ogarnę, to jest wykąpię, umyję głowę, zrobię porządek z brwiami i paznokciami. Taki mam plan.
Idę opalić mój fantastyczny pomysł. Wracam i...zakładam słuchawki na uszy. Będę śpiewać. Już wiem, że zanim się zbiorę minie więcej niż godzina...
Jest późne popołudnie. Wkładam dżinsy i sweter. - Cholera - myślę sobie - wyglądam jak pół dupy zza krzaka.
Spodnie spadają, a sweter wygląda na mnie, jakbym założyła namiot. Wkładam sweter w spodnie. - O, tak nieco lepiej. Spodnie nie spadają.
Wychodzę i kieruję się w umówione miejsce. Potem będę rozmawiać o racji bytu i duchach zamiast wsłuchiwać się w ledwie rozumiane słowa Meli Koteluk. Znów zjadłam niewiele. Zupę. Na cały dzień.
Wychodzę z psem przed północą, wchodzę na Facebooka (po co ja tam wchodzę?) i idę spać.
Następny dzień zaczynam standardowo od kawy. Znów mam plan. Tym razem porządkowy. Dzieciorek dzień spędza z tatą, więc mogę ogarnąć pokój. Sms. "Chodź na spacer". Już wiem, że plan nie wypali, ale przynajmniej spędzę miło czas na pogawędce z przyjaciółką, rozmawiając o tym, ile mężczyźni są nam winni kasy za rozstania, kiedy musiałyśmy reperować nasze umysły, ciała czy zranione serce... Śmiejemy się. Zapomniałam o codzienności. Jest fajnie.
Wieczorem użyję kremu do rąk i balsamu do ciała z planem "od dziś stosuję regularnie". Plan nie wypali, jak nietrudno się domyślić.
Idę opalić mój fantastyczny pomysł. Wracam i...zakładam słuchawki na uszy. Będę śpiewać. Już wiem, że zanim się zbiorę minie więcej niż godzina...
Jest późne popołudnie. Wkładam dżinsy i sweter. - Cholera - myślę sobie - wyglądam jak pół dupy zza krzaka.
Spodnie spadają, a sweter wygląda na mnie, jakbym założyła namiot. Wkładam sweter w spodnie. - O, tak nieco lepiej. Spodnie nie spadają.
Wychodzę i kieruję się w umówione miejsce. Potem będę rozmawiać o racji bytu i duchach zamiast wsłuchiwać się w ledwie rozumiane słowa Meli Koteluk. Znów zjadłam niewiele. Zupę. Na cały dzień.
Wychodzę z psem przed północą, wchodzę na Facebooka (po co ja tam wchodzę?) i idę spać.
Następny dzień zaczynam standardowo od kawy. Znów mam plan. Tym razem porządkowy. Dzieciorek dzień spędza z tatą, więc mogę ogarnąć pokój. Sms. "Chodź na spacer". Już wiem, że plan nie wypali, ale przynajmniej spędzę miło czas na pogawędce z przyjaciółką, rozmawiając o tym, ile mężczyźni są nam winni kasy za rozstania, kiedy musiałyśmy reperować nasze umysły, ciała czy zranione serce... Śmiejemy się. Zapomniałam o codzienności. Jest fajnie.
Wieczorem użyję kremu do rąk i balsamu do ciała z planem "od dziś stosuję regularnie". Plan nie wypali, jak nietrudno się domyślić.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)