W związku z nadchodzącą jesienią wolę leżeć pod kocem z kawą i książką, niż wyczołgiwać się z domu, jeśli nie ma wyraźnej ku temu przyczyny. Po ostatniej lekturze zaczęłam myśleć o tym, jak fizyczność stała się ważna w obecnie tworzonych związkach.
Seks jest obecnie traktowany jako coś oczywistego, co musi się wydarzyć. To nie deser, to danie główne, które trzeba zjeść, żeby móc funkcjonować.
Daleka jestem od traktowania seksu tylko jako elementu prokreacji, ale...żeby był obowiązkiem każdego spotkania? Chyba się starzeję. Tak czy owak: Jestem bardziej świadoma zagrożenia (głównie ekonomicznego) i wolę nie szastać tyłkiem na prawo i lewo.
Ciekawe, co myślą te kobiety, które w ten sposób zarabiają na życie. Niektórym się to podoba, ale czy naprawdę? Czy pieniądze są w stanie zagłuszyć wyrzuty sumienia? A może one ich nie mają? Może nie można mieć wyrzutów uprawiając ten zawód? Nie wiem, ale jak tak dalej pójdzie, to związek będzie polegał na pisaniu maili i spotkaniach w nocy na seks i to będzie wyznacznikiem udanego pożycia. A gdzie kwiaty? Kolacja? Teatr? Rozmowa w cztery oczy? Romantyzm? Aż chce się powiedzieć: "w dupie".
- Cześć. Muszę Ci coś powiedzieć. Masz dziś czas, żeby się spotkać?
- A co się stało?
- Muszę kupić coś sobie na poprawę humoru, pójdziemy do starbucksa i poplotkujemy.
- Ok - zgodziłam się. I tak nie miałam, co robić.
I znów temat Bieszczad powrócił. Wynieść się daleko w dzikość Polski, żyć bez wygód wielkiego miasta (czy miasta w ogóle), mieć do sklepu co najmniej godzinę drogi i nauczyć się siać ziemniaki (yhm..sadzić). Chyba naprawdę czas rozejrzeć się za jakąś działką w tamtych rejonach. Może dziś?
Seks jest obecnie traktowany jako coś oczywistego, co musi się wydarzyć. To nie deser, to danie główne, które trzeba zjeść, żeby móc funkcjonować.
Daleka jestem od traktowania seksu tylko jako elementu prokreacji, ale...żeby był obowiązkiem każdego spotkania? Chyba się starzeję. Tak czy owak: Jestem bardziej świadoma zagrożenia (głównie ekonomicznego) i wolę nie szastać tyłkiem na prawo i lewo.
Ciekawe, co myślą te kobiety, które w ten sposób zarabiają na życie. Niektórym się to podoba, ale czy naprawdę? Czy pieniądze są w stanie zagłuszyć wyrzuty sumienia? A może one ich nie mają? Może nie można mieć wyrzutów uprawiając ten zawód? Nie wiem, ale jak tak dalej pójdzie, to związek będzie polegał na pisaniu maili i spotkaniach w nocy na seks i to będzie wyznacznikiem udanego pożycia. A gdzie kwiaty? Kolacja? Teatr? Rozmowa w cztery oczy? Romantyzm? Aż chce się powiedzieć: "w dupie".
- Cześć. Muszę Ci coś powiedzieć. Masz dziś czas, żeby się spotkać?
- A co się stało?
- Muszę kupić coś sobie na poprawę humoru, pójdziemy do starbucksa i poplotkujemy.
- Ok - zgodziłam się. I tak nie miałam, co robić.
I znów temat Bieszczad powrócił. Wynieść się daleko w dzikość Polski, żyć bez wygód wielkiego miasta (czy miasta w ogóle), mieć do sklepu co najmniej godzinę drogi i nauczyć się siać ziemniaki (yhm..sadzić). Chyba naprawdę czas rozejrzeć się za jakąś działką w tamtych rejonach. Może dziś?

Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)