Wstałam, jak przystało na prawdziwą Francuzkę, czyli w okolicach południa. Zjadłam iście francuskie śniadanie, czyli napiłam się kawy, a do niej zjadłam kilka paluszków, przyprawionych pospiesznie wypalonymi w oknie dwoma papierosami.
Jestem dziwna. Czytam trzy książki jednocześnie w zależności od miejsca i sytuacji, w której się znajduję. Smaruję całe ciało kremem do twarzy, golę nogi "na odżywkę do włosów", a szminkę ochronną do ust niejednokrotnie używałam jako balsam do stóp (smarując sobie nią dłonie, a następnie wcierając w stopy). Nigdy też nie próbuję tego, co gotuję. Nikt jeszcze się nie struł, więc "na węch" chyba można gotować całkiem znośnie. Kojarzę piosenki z konkretnymi sytuacjami. Mam pamięć fotograficzną. Potrafię odczytać nawet najmniejsze napisy z daleka. Umiem uśmierzyć ból, ale potrafię go również celnie zadać. Skwapliwie planuję wydatki, ale czasem wystarczy impuls, bym wydała dużą kwotę na coś zgoła mało potrzebnego.
Lubię przebywać wśród ludzi, ale miewam takie dni, że zawzięcie szukam przycisku "off", by wyłączyć na chwilę otaczającą mnie rzeczywistość. Wiem, co chcę robić w życiu, ale nie wiem, jak się do tego zabrać. Chciałabym się z kimś zestarzeć, ale nie umiem utrzymać związków. Piszę, bo dzięki temu poznaję siebie. Jestem uczciwa wobec innych, ale pozwalam oszukiwać samą siebie.
Lubię przebywać wśród ludzi, ale miewam takie dni, że zawzięcie szukam przycisku "off", by wyłączyć na chwilę otaczającą mnie rzeczywistość. Wiem, co chcę robić w życiu, ale nie wiem, jak się do tego zabrać. Chciałabym się z kimś zestarzeć, ale nie umiem utrzymać związków. Piszę, bo dzięki temu poznaję siebie. Jestem uczciwa wobec innych, ale pozwalam oszukiwać samą siebie.
- Gdzie się spotykamy? - zadzwoniłam do przyjaciółki.
- Jestem w Starbucksie.
- To czekaj tam na mnie. Będę za jakieś piętnaście minut.
- Jestem w Starbucksie.
- To czekaj tam na mnie. Będę za jakieś piętnaście minut.
Rzeczywiście byłam. Zamówiłam średnią americanę z syropem waniliowym. Moje drugie śniadanie. Zaczęłyśmy nasze co piątkowe rozmowy.
- Wyjechałabym gdzieś. - powiedziała nagle. - Chciałabym uciec od tej codzienności.
- Masz czas? - przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- No mam. - trochę zdziwiła się pytaniem.
- To zbieraj się. Gdzieś pojedziemy.
- Masz czas? - przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- No mam. - trochę zdziwiła się pytaniem.
- To zbieraj się. Gdzieś pojedziemy.
Kiedy byłyśmy już na miejscu, powiedziała: - Dziwiłam się wam, co takiego widzicie w oglądaniu tych samolotów, ale teraz już wiem...
- To jakbyś leciała razem z nimi, nie? - uśmiechnęłam się.
- Dokładnie! Chodź, pogapimy się teraz na ludzi w hali odlotów.
- To jakbyś leciała razem z nimi, nie? - uśmiechnęłam się.
- Dokładnie! Chodź, pogapimy się teraz na ludzi w hali odlotów.
Lot samolotem jest jak pierwszy seks. Mój pierwszy raz był... hmmm... niebanalny, ale nie w tym rzecz. Z pierwszymi razami jest tak, że nigdy nie wiesz, czego się spodziewać i zwykle nie ma szału, ale i tak cię to ekscytuje.
Uważam, że seks dwojga zakochanych, którzy poznali już swoje ciała i potrzeby jest przyjemniejszy, aniżeli taki z przypadkowym kimś, na szybko albo jako zaspokojenie żądzy. Bogatsze doświadczenie ma kochanek, który miał wieloletnie partnerki niż ten, który skakał z kwiatka na kwiatek. "Skaczący" może i jest niezawodny, ale rozkosz daje ten drugi, bo lepiej zna kobiece ciało. Miał czas, by poznać je dokładniej, miał możliwość i okazję, by eksperymentować. Miał też sposobność, by być w tym dobrym...
Mój dzień rozpoczęty po francusku zakończyłam zupełnie nie we francuskim stylu. Zasnęłam, czytając książkę. Na kolację...

Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)