Taki sobie post o czekaniu

Dzisiejszy post dedykuję osobie, dzięki której dziś jestem tu, gdzie jestem.

Kiedy byłam mała, marzyłam o możliwości spoglądania na piękny świat, siedząc wygodnie na niskim parapecie, przy olbrzymim oknie.
Teraz jestem duża. Przede mną rozciąga się widok z dużego okna (niestety bez parapetu, ale siedzę - albo raczej leżę - wygodnie) na moje rodzinne miasto.
Jestem na tyle duża, że nie przyjmuję już świata tak bezkrytycznie, ale na tyle niedojrzała, że wciąż potrafi mnie zaskoczyć. Jak na ironię - nie wiedziałam, że aż tak mało o nim wiem!

W moim świecie nie sposób się nudzić. Moja historia to strzępy pisane wierszem, to słowa piosenek, to oderwane od rzeczywistości małe wojny, rewolucje i szczęśliwe epizody, zapisane w formie notatek. Tak na kolanie, żeby szybciej było. Gdyby tak pozbierać sms-y, maile i kilka ważnych dat - powstałby ciekawy zbiór.

Jakiś czas temu skończyłam trzydzieści lat, jakiś czas temu też doszłam do wniosku, że chyba inaczej pokierowałabym moim życiem, gdybym miała taką możliwość, ale jestem w tym punkcie. Jestem tu i teraz. I cofnąć się nie mogę.

Jaka chciałabym być? Szczęśliwa.
Czy mam jakieś marzenie? Kilka.
Jakie było moje najszczęśliwsze zdarzenie w życiu? No właśnie... Nie wiem.

Kiedyś ktoś zadał mi takie pytanie i miałam kilka minut, by na nie odpowiedzieć. Szukałam gorączkowo w pamięci czegoś, kogoś. I nic. Po kilku godzinach, dniach, miesiącach, a teraz nawet latach - wiem, że najszczęśliwsze miało się dopiero wydarzyć...

Komentarze