Obserwując inne
matki dochodzę do wniosku, że odbiegam od ogólnie przyjętych
standardów.
1. Nie przeglądam gazetek typu Tesco, Biedronka czy Pepco. Dlaczego? Zakupy spożywcze robię tylko wtedy, kiedy dane produkty są mi potrzebne. Jeśli natrafię na coś z promocji, to oceniam, czy wykorzystam dany produkt spożywczy w czasie maksymalnie tygodnia. Jeśli tak, to kupuję, odpowiednio "przeprogramowując" tygodniowy jadłospis (jeśli zachodzi taka konieczność). Jeśli zaś nie znajduję pomysłu na daną rzecz, to zwyczajnie bez cienia żalu mijam ją, przechodząc do kolejnego produktu z listy.
2. Nie chodzę ubrana na plac zabaw, jakbym zapomniała się przebrać po generalnych porządkach. Niemożliwe? A jednak. Wyjście na spacer z dzieckiem lub do sklepu, to czasem jedyna okazja, by wyłonić się z jaskini domostwa. Chcę się dobrze czuć, chcę wyglądać jak kobieta. Oczywiście nie zakładam szpilek i sukni balowej, ale wygodne dżinsy, baleriny i koszulę na guziki, spod której nieśmiało wygląda podkoszulek lub kawałek czegoś jeszcze, co może być seksi. Kucyk dodaje uroku, a okulary przeciwsłoneczne nieco tajemniczości. I gotowe. Nikt nie mówił przecież o pełnym makijażu i garsonce ;)
3. Pozwalam dziecku oddalać się ode mnie o więcej niż wynosi długość smyczy dla psa. W końcu dziecko też człowiek i trochę swobody mu się należy. Naturalnie, nie wypuszczę czterolatka samego na podwórko, ale nie chodzę za nim po placu zabaw krok w krok, tym samym pozwalając, by bez mojego zawału próbował jakiś nowych akrobacji na drabinkach, a kiedy jedzie rowerem, nie biegnę za nim, kiedy tylko stracę go na sekundę z oczu. Myślę, że granica odległości zależna jest od wieku. Dziecko można nauczyć pilnowania się, nawet takie najbardziej oporne na naukę.
4. Pozwalam (o zgrozo!) na samodzielne przygotowanie dziecku posiłków. Uważam, że śniadanie bądź przekąska przed nie powinna stanowić dla dziecka większego problemu, jeśli wcześniej przygotujemy tak składniki, by dziecko nie zrobiło w kuchni rozgardiaszu i co najważniejsze sobie (bądź innym) krzywdy. Półtoraroczne dziecko naprawdę potrafi zalać płatki mlekiem i samodzielnie wziąć talerz oraz łyżkę do nich ;) A trzylatek umie posmarować sobie kromkę pieczywa pastą do kanapek (nieważne czy domową czy ze sklepu, każdy żywi wg własnych zasad) albo pasztetem.
1. Nie przeglądam gazetek typu Tesco, Biedronka czy Pepco. Dlaczego? Zakupy spożywcze robię tylko wtedy, kiedy dane produkty są mi potrzebne. Jeśli natrafię na coś z promocji, to oceniam, czy wykorzystam dany produkt spożywczy w czasie maksymalnie tygodnia. Jeśli tak, to kupuję, odpowiednio "przeprogramowując" tygodniowy jadłospis (jeśli zachodzi taka konieczność). Jeśli zaś nie znajduję pomysłu na daną rzecz, to zwyczajnie bez cienia żalu mijam ją, przechodząc do kolejnego produktu z listy.
2. Nie chodzę ubrana na plac zabaw, jakbym zapomniała się przebrać po generalnych porządkach. Niemożliwe? A jednak. Wyjście na spacer z dzieckiem lub do sklepu, to czasem jedyna okazja, by wyłonić się z jaskini domostwa. Chcę się dobrze czuć, chcę wyglądać jak kobieta. Oczywiście nie zakładam szpilek i sukni balowej, ale wygodne dżinsy, baleriny i koszulę na guziki, spod której nieśmiało wygląda podkoszulek lub kawałek czegoś jeszcze, co może być seksi. Kucyk dodaje uroku, a okulary przeciwsłoneczne nieco tajemniczości. I gotowe. Nikt nie mówił przecież o pełnym makijażu i garsonce ;)
3. Pozwalam dziecku oddalać się ode mnie o więcej niż wynosi długość smyczy dla psa. W końcu dziecko też człowiek i trochę swobody mu się należy. Naturalnie, nie wypuszczę czterolatka samego na podwórko, ale nie chodzę za nim po placu zabaw krok w krok, tym samym pozwalając, by bez mojego zawału próbował jakiś nowych akrobacji na drabinkach, a kiedy jedzie rowerem, nie biegnę za nim, kiedy tylko stracę go na sekundę z oczu. Myślę, że granica odległości zależna jest od wieku. Dziecko można nauczyć pilnowania się, nawet takie najbardziej oporne na naukę.
4. Pozwalam (o zgrozo!) na samodzielne przygotowanie dziecku posiłków. Uważam, że śniadanie bądź przekąska przed nie powinna stanowić dla dziecka większego problemu, jeśli wcześniej przygotujemy tak składniki, by dziecko nie zrobiło w kuchni rozgardiaszu i co najważniejsze sobie (bądź innym) krzywdy. Półtoraroczne dziecko naprawdę potrafi zalać płatki mlekiem i samodzielnie wziąć talerz oraz łyżkę do nich ;) A trzylatek umie posmarować sobie kromkę pieczywa pastą do kanapek (nieważne czy domową czy ze sklepu, każdy żywi wg własnych zasad) albo pasztetem.
![]() |
| smarowanie chleba |
5. Moje dziecko wie, co to prywatność. Ustalone granice prywatności dotyczą obu stron; i dorosłych i dzieci. Na przykład: w ciągu dnia łóżko dorosłych może być wykorzystywane do wspólnego polegiwania, ale nocą to twierdza nie do zdobycia dla dzieci. Dlaczego? To proste, czy dorośli pakują się do łóżka dzieci? Raz na jakiś czas można na to pozwolić, ale kiedy ktoś mi tłumaczy, że w ten sposób zachowuje bliskość z dzieckiem - krew mnie zalewa. To nieprawda! Spanie z dzieckiem nie ma nic wspólnego z nicią porozumienia i wspólnoty. Takie rzeczy wypracowuje się w ciągu dnia odpowiednimi zabawami oraz poświęceniem czasu na wytłumaczenie niejasności.
6. Moje dziecko ma własne zdanie. Tak ma, ale stosowne do swojego wieku. Nie wyobrażam sobie, że kilkulatek czy nastolatek rządzi mną, planując mi zajęcia czy życie. Zależnie od wieku może podejmować decyzje, ale nie kolidujace z moim zaplanowanym na coś innego czasem. Naturalnie w moim planie - jest czas dla niego i to wcale niemały, który on może modyfikować w zależności od swoich potrzeb, ale na pewno nie kosztem mojego późniejszego samopoczucia bądź siniaków.
5. Moje dziecko wie, co to prywatność. Ustalone granice prywatności dotyczą obu stron; i dorosłych i dzieci. Na przykład: w ciągu dnia łóżko dorosłych może być wykorzystywane do wspólnego polegiwania, ale nocą to twierdza nie do zdobycia dla dzieci. Dlaczego? To proste, czy dorośli pakują się do łóżka dzieci? Raz na jakiś czas można na to pozwolić, ale kiedy ktoś mi tłumaczy, że w ten sposób zachowuje bliskość z dzieckiem - krew mnie zalewa. To nieprawda! Spanie z dzieckiem nie ma nic wspólnego z nicią porozumienia i wspólnoty. Takie rzeczy wypracowuje się w ciągu dnia odpowiednimi zabawami oraz poświęceniem czasu na wytłumaczenie niejasności.
6. Moje dziecko ma własne zdanie. Tak ma, ale stosowne do swojego wieku. Nie wyobrażam sobie, że kilkulatek czy nastolatek rządzi mną, planując mi zajęcia czy życie. Zależnie od wieku może podejmować decyzje, ale nie kolidujace z moim zaplanowanym na coś innego czasem. Naturalnie w moim planie - jest czas dla niego i to wcale niemały, który on może modyfikować w zależności od swoich potrzeb, ale na pewno nie kosztem mojego późniejszego samopoczucia bądź siniaków.
7. Moje dziecko ma obowiązki. I to nie tylko takie, które dotyczą posprzątania
zabawek czy umycia zębów. Jego zadania mają na celu "socjalizację" z rodziną i
włączenie się w jej tryb. Oczywiście przewidziane są nagrody za wykonanie zadań i
obowiązków: bajka w tv, wyjście w ulubione miejsce, ulubiona przekąska itp., wszystko jednak w granicach rozsądku, zasobu portfela i możliwości czasowych.
8. Dziecko nie ogranicza mojego życia towarzyskiego. Czasem tak, ale zwykle tak dostosowuje swój plan dnia, by jednak mieć trochę czasu na kolację we dwoje, czy ploty z przyjaciółkami. Faktem jest jednak, że znajomych ograniczyłam do bliskich przyjaciół i dobrych znajomych i nie spotykam się z nimi codziennie. Muszę mieć, chcę i lubię chwilę tylko dla mnie. W końcu najważniejsze, to być przyjaciółką samej siebie :)
9. Nie kupuję rzeczy tylko dla dziecka zwiazane z dzieckiem czy pod dziecko dopasowane. Ja też mam prawo do własnych przyjemności. Nie może być tak, że cała wypłata jest przeznaczana na potrzeby dziecka. I to nieważne, czy jesteś sama czy masz partnera. Każde z członków rodziny musi mieć pieniądze na własne potrzeby (podzielcie się w miarę po równo, wtedy nie będzie żadnych fochów).
8. Dziecko nie ogranicza mojego życia towarzyskiego. Czasem tak, ale zwykle tak dostosowuje swój plan dnia, by jednak mieć trochę czasu na kolację we dwoje, czy ploty z przyjaciółkami. Faktem jest jednak, że znajomych ograniczyłam do bliskich przyjaciół i dobrych znajomych i nie spotykam się z nimi codziennie. Muszę mieć, chcę i lubię chwilę tylko dla mnie. W końcu najważniejsze, to być przyjaciółką samej siebie :)
9. Nie kupuję rzeczy tylko dla dziecka zwiazane z dzieckiem czy pod dziecko dopasowane. Ja też mam prawo do własnych przyjemności. Nie może być tak, że cała wypłata jest przeznaczana na potrzeby dziecka. I to nieważne, czy jesteś sama czy masz partnera. Każde z członków rodziny musi mieć pieniądze na własne potrzeby (podzielcie się w miarę po równo, wtedy nie będzie żadnych fochów).
Nasze perypetie codzienne w formie fotek możecie śledzić też na Instagramie, serdecznie zapraszamy :)


Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)