Związek - jakie to obecnie trudne słowo. Jesteśmy coraz bardziej nastawieni na konsumpcję i na siebie. Musimy się realizować, musimy dbać o swoje racje, musimy być sobą, musimy być asertywni. Jest tylko ja, ja, ja, ja.
Wychowując dzieci też kształtujemy ich odrębną (!) osobowość. Pojęcie normy społeczne czy etos przestają funkcjonować (Etos? A co to?). Dzieci nie jedzą jak (za przeproszeniem) świnie, to się nazywa BLW. Dzieci nie są niegrzeczne - mają emocje.
Jako młodzież stają się nie do zniesienia, bo nierzadko granice ich wolności przekraczają wyobraźnię rodziców. Nie szanują rodziny, nauczycieli, siebie wzajemnie. Dlaczego? Bo im wolno. Przez tyle lat wszyscy wokół powtarzali im, że powinni walczyć o swoją indywidualność.
Problemy istnieją także u dorosłych. Kiedyś dom był wspólną przestrzenią. Razem się jadło, oglądało telewizję, grało w gry, spało. Teraz je się razem najczęściej w barach szybkiej obsługi, każdy ma w SWOIM pokoju odbiornik telewizyjny, wspólna gra z dzieckiem jest publikowana na wszelkich portalach społecznościowych jako coś fascynującego (bo przecież nie zdarza się za często ze względu na brak czasu, a czasem i chęci). Spanie razem to nawet w małżeństwie niejednokrotnie problematyczny temat, bo na przykład "muszę się wyspać".
Kobieta dorosła chce, by mężczyzna był jej podporą i był zawsze, kiedy tego potrzebuje, ale jednak żeby nie przeszkadzał jej w wyrażaniu siebie. Wspólne mieszkanie? Jak najbardziej, ale najlepiej, by można było czasami pobyć w nim sam na sam. Gotowanie, pranie, sprzątanie? "Nie może mnie tak ograniczać. Nie jestem jego służącą. Jest równouprawnienie. Ma dwie rączki, to niech robi. Właściwie to najlepszy byłby taki...taki...taki na telefon. Kiedy go potrzebuję, to jest, ale tak na co dzień - to jednak wygodniej jest samemu".
Wychowując dzieci też kształtujemy ich odrębną (!) osobowość. Pojęcie normy społeczne czy etos przestają funkcjonować (Etos? A co to?). Dzieci nie jedzą jak (za przeproszeniem) świnie, to się nazywa BLW. Dzieci nie są niegrzeczne - mają emocje.
Jako młodzież stają się nie do zniesienia, bo nierzadko granice ich wolności przekraczają wyobraźnię rodziców. Nie szanują rodziny, nauczycieli, siebie wzajemnie. Dlaczego? Bo im wolno. Przez tyle lat wszyscy wokół powtarzali im, że powinni walczyć o swoją indywidualność.
Problemy istnieją także u dorosłych. Kiedyś dom był wspólną przestrzenią. Razem się jadło, oglądało telewizję, grało w gry, spało. Teraz je się razem najczęściej w barach szybkiej obsługi, każdy ma w SWOIM pokoju odbiornik telewizyjny, wspólna gra z dzieckiem jest publikowana na wszelkich portalach społecznościowych jako coś fascynującego (bo przecież nie zdarza się za często ze względu na brak czasu, a czasem i chęci). Spanie razem to nawet w małżeństwie niejednokrotnie problematyczny temat, bo na przykład "muszę się wyspać".
Kobieta dorosła chce, by mężczyzna był jej podporą i był zawsze, kiedy tego potrzebuje, ale jednak żeby nie przeszkadzał jej w wyrażaniu siebie. Wspólne mieszkanie? Jak najbardziej, ale najlepiej, by można było czasami pobyć w nim sam na sam. Gotowanie, pranie, sprzątanie? "Nie może mnie tak ograniczać. Nie jestem jego służącą. Jest równouprawnienie. Ma dwie rączki, to niech robi. Właściwie to najlepszy byłby taki...taki...taki na telefon. Kiedy go potrzebuję, to jest, ale tak na co dzień - to jednak wygodniej jest samemu".
![]() |
| Źródło: Internet |
Mężczyzna dorosły chciałby partnerki, która będzie jak żona, ale jednak nie będzie wymagała od niego poświęcenia czasu na własne hobby i przyjemności. "Najlepiej, by w ogóle mnie nie ograniczała, żebym miał możliwość za nią zatęsknić. Taka, która zawsze się uśmiecha i zawsze pięknie wygląda, jak na pierwszej randce. Randkowanie jest super. Każde z nas może wykorzystywać wolny czas, jak mu wygodnie, a wspólne spotkania są wisienką na torcie".
Oboje coraz częściej wybierają spontaniczny seks, ze spontanicznymi partnerami, bo tak jest wygodniej (tak, tak - znowu ta wygoda), fajniej. Jest ten dreszczyk, który towarzyszy na początku każdej fascynującej znajomości.
Instytucja małżeństwa zaczyna umierać. A jeśli już do niego dochodzi, to nierzadko kończy się ono rozwodem. A po nim? Nierzadko para zostaje w przyjacielskich stosunkach, ba (!) - czasem nawet w bardziej zażyłych niż można by było przypuszczać, ale wracać do siebie nie chcą. Seks ok, ale związek? Nie, dziękuję.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)