DZIEWCZYNA Z PAPIEROSEM NA BALKONIE

Widziałem ją niemal codziennie.
Każdego ranka z kubkiem kawy i papierosem w dłoni wychodziła na balkon i miałem wrażenie, jakby kontemplowała każdą minutę nadchodzącego dnia.
Niby zwyczajna, ale niezwykłość biła z niej po oczach. Właściwie to nawet nie w moim typie, ale miała w sobie to coś, co przyciągało mój wzrok.
Zwykle siadała na parapecie, ale czasem po prostu stała. Wpatrzona w dal, jakby chciała zobaczyć, co znajduje się za blokami, na które roztaczał się widok z jej balkonu. I ona to widziała. Takie wrażenie odnosiłem. Widziała góry tam, gdzie był tylko murek, widziała lasy tam, gdzie był skrawek trawnika, widziała jeziora tam, gdzie były tylko brudne kałuże.
Kiedy tak na nią patrzyłem, świat wydawał mi się piękniejszy. Szary świat ludzi bez twarzy, zamkniętych w szaro-białych mieszkaniach, nagle mienił się feerią barw.
Nie wiem, dlaczego mnie intrygowała. Może chciałem odgadnąć, czemu wydaje się być taka tajemnicza? Może chciałem podsłuchać jej rozmowy telefoniczne?
Prowadziła ich całkiem sporo. Czasem odnosiłem wrażenie, że ma biuro na balkonie. Rozmawiała z przyjaciółmi, załatwiała sprawy zawodowe, czasem nawet z kimś się kłóciła. Nie była jednak niewolnikiem smartfona. Niejeden raz słyszałem, jak tłumaczyła swojemu rozmówcy, że nie nosi  przy sobie zawsze tego wszechobecnego gadżetu, a tak naprawdę to tęskni za stacjonarnymi aparatami. Wydało mi się to nawet urocze.
W zależności od pory dnia, jej strój się zmieniał. Czasem wychodziła w idealnie skrojonym kostiumie, czasem w zwiewnej sukience, a czasem okrywała się kocem, pod którym prawdopodobnie nie miała nic.
Wydaje mi się, że wiedziała, że jej strój potrafi działać na wyobraźnię odbiorców i ona tym strojem próbowała powiedzieć światu, jak się aktualnie czuje, ale też czego chce.
W ciągu dnia jej wyjścia na balkon były krótkie. Zwykle kilkuminutowe. Czasem nie pokazywała się wcale.
Wieczorami siadała sama lub w towarzystwie i wtedy rozmawiała o marzeniach. Jej marzenia były piękne. Utopijne oczywiście - jak to marzenia, ale opowiadała o nich z takimi szczegółami, że człowiek miał wrażenie, że one jednak się już ziściły.
Opowiadała o chatce w górach, w której widziała siebie siedzącą przy kominku w długim swetrze i komicznych długich skarpetach, z lampką wina, czekoladą i serem pleśniowym, zatopioną w książce lub przytuloną do niego. Zazdrościłem jemu. Chciałem być na jego miejscu. Chciałem poczuć jej zapach, jej ciepło, jeść z nią razem ser i czekoladę, popijać to winem, a potem tarzać się po mięciutkim dywanie. Pisałem tę historię razem z nią, wsłuchany w jej opowieść. Widziałem ten domek tak, jak ona - z pięknym widokiem na góry i las, otoczony zielenią, drewniany, z sypialnią na poddaszu. Może nawet dwiema. Widziałem to w swojej wyobraźni, kiedy jej słuchałem.
Opowiadała o podróży na Bali, jak otwiera zmysły, by poczuć czar tego miejsca, jak przemierza bosymi stopami po deskach, by dojść z apartamentu hotelowego do ogrodu z basenem w kształcie oczka wodnego. Chciała mieć kwiat wczepiony we włosy i pareo. Zastanawiałem się, czy takie miejsce w ogóle istnieje. Sprawdziłem w wyszukiwarce internetowej i znalazłem coś podobnego. Byłem gotowy podarować jej taki prezent.
Lubiła czytać. Czytała dość sporo, choć wydaje mi się, że nie miała ulubionego gatunku literackiego. Wiem tylko, że nie zadowalała się samymi bestsellerami. Nie raz słyszałem, jak pobłażliwie uśmiechała się, kiedy ktoś starał się ją namówić na "kasowy" produkt. Ona chciała być inna. Nie chciała być jak wszyscy i taka nie była. Moim zdaniem była lepsza.
Malowała się rzadko, na jakieś specjalne okazje, ale nawet wtedy wyglądała bardzo naturalnie. Cieszyłem się, że trafiła w mój gust, bo nie lubię mocnego makijażu.
Chłonąłem każdy jej ruch, każde spojrzenie, każdy uśmiech i gest. Wiedziałem, że nie powinienem, ale robiłem to nadal...

Komentarze