Na początek przypomnijmy - dzieci uczą się zdalnie od 16 marca 2020 roku. Obowiązki nauczycieli - chcąc nie chcąc - przejęli rodzice (zwłaszcza tych dzieci ze szkół podstawowych i klas 1-5/6).
Na początku było ciekawie, nawet całkiem fajnie, ale od kiedy nauka zaczęła iść normalnym tempem a gros rodziców wróciło do pracy - zdalne nauczanie zaczęło być kulą u nogi rodzica. Dzieci czekają na rodzica często do późnych godzin popołudniowo-wieczornych, by zrobić lekcje, które są dla nich niezrozumiałe (a umówmy się - większość rzeczy to jednak nowości, nie zawsze umiejętnie wytłumaczone przez nauczyciela w ramach nauczania zdalnego). Rodzice zamiast z rodziną odpocząć, spędzają dłużące się godziny nad tłumaczeniem dzieciom materiału, zaniedbując tym samym siebie. To prowadzi do frustracji.
Ci rodzice, którzy zostali w domu lub są w nim na co dzień, poczuli, że ich życie teraz zamiast pracy i obowiązków domowych, przejęła regularna nauka. Ci, którzy pracują zdalnie - pracują nocami. Ci, którzy zajmują się domem wcale nie mają lepiej. Każdy oczekuje dyspozycji na poziomie sprzed epidemii, tymczasem połowę dnia zajmują im lekcje nie zadania domowe. To wszystko wywołuje frustrację.
Już nie można się wymigać od gry logicznej z dzieckiem, już nie można "przeoczyć" jakiejś pracy plastycznej, już nie da się nie przeczytać czytanki czy lektury. W starszych klasach trzeba przypomnieć sobie, jakie kraje są w Afryce i Azji albo na czym polega genetyka, trzeba wytłumaczyć dziecku co to jest zdanie podrzędnie złożone, czym jest przydawka i jak liczyć pierwiastki.
I tu pojawiają się schody. Nam rodzicom się nie chce, mamy tyle obowiązków na co dzień i jeszcze to. Poza tym nie każdy rodzic był w szkole "orłem" i może - najzwyczajniej w świecie - czegoś nie wiedzieć, a więc Panie od języka hiszpańskiego czy niemieckiego: Wrzućcie na luz! Stawianie jedynek, bo dziecko nie zrobiło jakiejś pracy, bo jej nie umiało? Może warto zainteresować się tym i postarać wytłumaczyć lekcję a nie tylko podrzucać temat do przeczytania w podręczniku?
Może warto nie odrabiać miesięcy nieprzerobionego materiału w trakcie epidemii? Może warto postawić się w roli rodzica, który musi nauczyć dziecko nie tylko tego przedmiotu? Szanowni Dyrektorzy szkół - może warto zmniejszyć biurokrację, by nauczyciel miał więcej czasu dla ucznia?
Naprawdę niewielu jest nauczycieli, którzy wciąż nauczycielami pozostali w dobie koronawirusa. Niestety nawet Ci nauczyciele nie będą doceniani, bo choćby nie wiem, jak się starali, to:
1. Dziecko nie umie włączyć aplikacji - potrzebna pomoc
2. Dziecko potrzebuje zrobić pracę plastyczną albo prezentację - potrzebna pomoc
3. Dziecku coś się zawiesiło - potrzebna pomoc
4. Dziecko nie pamięta hasła - potrzebna pomoc
5. Dziecko nie ma dostępu do youtube
6. Dziecko, dziecko, dziecko... a my?
No to idę się dalej uczyć ;)
Na początku było ciekawie, nawet całkiem fajnie, ale od kiedy nauka zaczęła iść normalnym tempem a gros rodziców wróciło do pracy - zdalne nauczanie zaczęło być kulą u nogi rodzica. Dzieci czekają na rodzica często do późnych godzin popołudniowo-wieczornych, by zrobić lekcje, które są dla nich niezrozumiałe (a umówmy się - większość rzeczy to jednak nowości, nie zawsze umiejętnie wytłumaczone przez nauczyciela w ramach nauczania zdalnego). Rodzice zamiast z rodziną odpocząć, spędzają dłużące się godziny nad tłumaczeniem dzieciom materiału, zaniedbując tym samym siebie. To prowadzi do frustracji.
Ci rodzice, którzy zostali w domu lub są w nim na co dzień, poczuli, że ich życie teraz zamiast pracy i obowiązków domowych, przejęła regularna nauka. Ci, którzy pracują zdalnie - pracują nocami. Ci, którzy zajmują się domem wcale nie mają lepiej. Każdy oczekuje dyspozycji na poziomie sprzed epidemii, tymczasem połowę dnia zajmują im lekcje nie zadania domowe. To wszystko wywołuje frustrację.
Już nie można się wymigać od gry logicznej z dzieckiem, już nie można "przeoczyć" jakiejś pracy plastycznej, już nie da się nie przeczytać czytanki czy lektury. W starszych klasach trzeba przypomnieć sobie, jakie kraje są w Afryce i Azji albo na czym polega genetyka, trzeba wytłumaczyć dziecku co to jest zdanie podrzędnie złożone, czym jest przydawka i jak liczyć pierwiastki.
I tu pojawiają się schody. Nam rodzicom się nie chce, mamy tyle obowiązków na co dzień i jeszcze to. Poza tym nie każdy rodzic był w szkole "orłem" i może - najzwyczajniej w świecie - czegoś nie wiedzieć, a więc Panie od języka hiszpańskiego czy niemieckiego: Wrzućcie na luz! Stawianie jedynek, bo dziecko nie zrobiło jakiejś pracy, bo jej nie umiało? Może warto zainteresować się tym i postarać wytłumaczyć lekcję a nie tylko podrzucać temat do przeczytania w podręczniku?
Może warto nie odrabiać miesięcy nieprzerobionego materiału w trakcie epidemii? Może warto postawić się w roli rodzica, który musi nauczyć dziecko nie tylko tego przedmiotu? Szanowni Dyrektorzy szkół - może warto zmniejszyć biurokrację, by nauczyciel miał więcej czasu dla ucznia?
Naprawdę niewielu jest nauczycieli, którzy wciąż nauczycielami pozostali w dobie koronawirusa. Niestety nawet Ci nauczyciele nie będą doceniani, bo choćby nie wiem, jak się starali, to:
1. Dziecko nie umie włączyć aplikacji - potrzebna pomoc
2. Dziecko potrzebuje zrobić pracę plastyczną albo prezentację - potrzebna pomoc
3. Dziecku coś się zawiesiło - potrzebna pomoc
4. Dziecko nie pamięta hasła - potrzebna pomoc
5. Dziecko nie ma dostępu do youtube
6. Dziecko, dziecko, dziecko... a my?
No to idę się dalej uczyć ;)

Komentarze
Prześlij komentarz
Pamiętaj, że "hejtowanie" niczemu nie służy ;)